And I don’t want the world to see me cause I don’t think that they’d understand when everything’s made to be broken
I just want you to know who I am.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Jutro

Jestem już  w swoim małym zakątku, a mimo to nie czuję się lepiej. Nienawidzę siebie. Swojego ciała. Jednak się nie poddam, nie kogę pokazać im swojej słabości, bo mnie zniszczą, zgniotą jak robaka. 

Nienawidzę ludzi. Tych zwyczajnych, egoistycznych skurwieli, którzy myślą, że mogą gnoić każdego jak chcą. Kiedyś ich zniszczę, pokażę im swoją siłę. 

Jestem mocno przygnębiona, zawsze pomagał trening ale dzisiaj siłownia jest zamknięta, więc muszę czekać do jutra. 

Wypiłam dzisiaj hektolitry wody, żeby tylko nie patrzeć na jedzenie i udało się. 200 kcal ale po dwudniowym napadziei rzyganiu. Tak, wiem, jestem beznadziejna ale mam w Was siłę, czytam Wasze posty i nie poddam się. 

Chcę już jutro.




Sens życia

To najgorsze święta w moim życiu. Nigdy więcej nie wrócę do rodzinnego miasta. 

Co do jedzenia to masakra. Nienawidzę świąt bardziej niż kiedykolwiek. Zamieszanie, kłótnie rodzinne, chaos. Wracam dzisiaj do swojego małego, przytulnego kącika, gdzie mam spokój i ciszę. Tutaj rozstroiłam się tylko nerwowo i na niczym nie potrafię się skupić. 

Umarłego by z grobu podnieśli.



czwartek, 17 kwietnia 2014

Biały ser

Dzisiaj za bardzo sobie podpuściłam i nie jestem zadowolona z siebie. Na siłownię też nie poszłam, przez brak czasu. Teraz wracam do domu z zajęć. Przebiorę się i pójdę chociaż pobiegać, bo gryzą mnie straszne wyrzuty sumienia. 

Dzień minął nawet dobrze, nie licząc towarzyszącego mi bólu głowy. Byłam w pracy, potem na zajęciach. Jestem zła na siebie, bo zjadłam pół kostki białego sera chudego, no nie mogłam się powstrzymać i czuję się strasznie pełna :( 

Lubię czuć głód, pomaga mi działać i racjonalnie myśleć, jak jestem głodna mam lepszy nastrój.  I wszystko się łatwiejsze staje. Mam swój głód i nie czuję się taka samotna... 




Jednak boję się, 
strach mnie często paraliżuje, 
Zatyka mi usta brudną szmatą,
Nie pozwala mi się bronić,
Bo niby jak?
Strach przed porażką, 
przed przytyciem, 
przed każdym wejściem na wagę, 
on patrzy na mnie i łakomie oblizuje usta, pożre mnie, jeśli nie schudnę, 
jeśli na wadze nie będzie mniej, 
choćby o te 100 gram. 
Znika jeśli jest spadek, 
chowa się na chwilę przed swoją porażką, 
a potem wraca, 
jeszcze silniejszy 
i łazi za mną niczym cień 
niszcząc mi resztki duszy.


środa, 16 kwietnia 2014

Kocham mojego kota

Ciągle mi mało. Jestem w pracy, jest spina przed świętami. Potem mam zajęcia i ważne zaliczenie. Nie spałam prawie w ogóle, tak jakby zapomniałam, a jak się chciałam położyć to okazało się, że jest 4:33. O i ak drzemka w autobusie musiała wystarczyć. Nawet nie chce mi się spać.


Na weekend majowy chcę pojechać nad morze, przemyśleć to i owo. Napawać się szumem fal, wyciszyć się. Chyba dobrze mi to zrobi.

Jestem przed okresem, czuję się jak balon. 

Pada deszcz i jestem szczęśliwa. 





Rano na wadze 63,8 kg. 

Plan na dziś:
Śniadanie
Jajko ugotowane na miękko
2marchewki surowe

II śniadanie
Jabłko
Marchewka

Obiad
Sałata, pomidor, rzodkiewka, por, kukurydza 
wszystkiego razem około 250 g

Podwieczorek
Marchewka 
Pomarańcz

Kolacja
Kefir


wtorek, 15 kwietnia 2014

Prawie dobrze

Jestem w pracy. Dzisiaj jakoś wszystko przychodzi mi z łatwością. Mam czystą głowę, nie myślę o niczym poza pracą, a że jest jej dużo, nie myślę o tym, żeby coś zjeść. Dzisiaj nie mam zajęć, więc po pracy idę na siłownię. 

Ważyłam się rano, tu jednak mam złą wiadomość, waga nie drgnęła. Nadal 64,1 kg, zastanawiam się co robię źle ;(

Udało mi się osiągnąć wczorajszy cel i nawet zrezygnowałam z kefiru na rzecz dwóch marchewek i jabłka. Oby udawało mi się tak zawsze.

Byłoby naprawdę dobrze, gdyby nie waga.




poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Specyfiki

Dzień zaczął się dobrze, mam nadzieję, że kończy się tak samo. Od rana jestem w dobrym nastroju, bo pada deszcz. Właśnie wróciłam z zajęć. Nawet nie było dziś najgorzej.
Wracając do domu, zaszłam do apteki i kupiłam parę specyfików, m.in. Hydrominum, len mielony, błonnik i witaminy. 

Muszę wziąć się za naukę, niebawem zaczyna się sesja i wolałabym wszystko zaliczyć za pierwszym podejściem.  Pouczę się do 19:00, a potem śmignę na siłownię. 

Co do bilansu, w weekend trochę zawaliłam, bo zjadłam trzy ziemniaki i mam wyrzuty sumienia, jednak waga dzisiaj rano wskazała 64,1 kg, więc spadło 900 g. Jednak to ciągle za mało. Chyba powinnam bardziej się ograniczać i więcej ćwiczyć. 


Teraz zrobi się już ciepło, więc nie będę kupować biletu miesięcznego tylko wszędzie śmiagać na rowerze.  To mój ulubiony sport,nie licząc nart, z których mogą korzystać niestety tylko zimą. 

Dzisiaj na śniadanie zjadłam jajko, rzodkiewkę, pół pomidora, trochę skrojonego pora i sałatę. Na obiad 200g ugotowanych warzyw (brokuły, marchew, pietruszka, brukselka). Na kolację mam zamiar wypić 200ml kefiru i to będzie na tyle. Mam nadzieję, że nie nawalę.





piątek, 11 kwietnia 2014

Nadzieja umiera ostatnia

Strach po raz kolejny wygrał ze mną walkę. Miałam wczoraj napad paniki. Dzień był koszmarny, a noc też nie była dla mnie łaskawa. 

Dzisiaj idę do pracy, kiedy wstałam z łóżka - 3 godziny temu, miałam ochotę stłuc lustro. 

To nie będzie udany dzień, wiem to - moja lewa noga aż rwała się jako pierwsza do ściągnięcia mojego obleśnego ciała z łóżka. To nie może być dobry dzień. 

Poza tym mam dzisiaj ważne zaliczenie, na które niekoniecznie jestem przygotowana. Czeka mnie kolejna nieprzespana noc pośród miliona łez. Zasłużyłam sobie na to.

Co do bilansu, wczoraj dwa jabłka, trzy marchewki, banan, gotowane brokuły i 2 jajka. Trochę za dużo. Dzisiaj planuję nieco mniej, bo będę miało pracowity dzień, a w moim przypadku równa się to brakowi czasu na zjedzenie. 

Mimo wszystko jest we mnie jeszcze nadzieja.



czwartek, 10 kwietnia 2014

Strach przed porażką

Wychodzę zaraz na siłownię, pada deszcz, więc mam dobry humor. Poćwiczę dzisiaj dłużej niż zwykle. 

Byłam wczoraj na zajęciach, dzisiaj też idę. 
Na psychologii redukowaliśmy stres malując farbami i wykorzystując do tego różne faktury. Pomogło, na chwilę. 

Wczoraj siedziałam do późna i pisałam przez co dzisiaj wyjątkowo ciężko było mi wstać. Ostatnio w ogóle jest mi ciężko zabrać się do czegokolwiek poza siłownią. 








środa, 9 kwietnia 2014

Jednak chude nogi

Melancholia mnie przepełnia od samego rana. Pewne rzeczy nie dają mi spokoju.Jednak się nie poddaję. Ćwiczę. 

Dzisiaj w autobusie widziałam śliczną dziewczynę. Była idealna, miała piękne nogi. Całą drogę gapiłam się na nią jak w obrazek, Jeśli się zorientowała, zapewne uznała mnie za jakąś świruskę. Dużo się nie pomyliła.







wtorek, 8 kwietnia 2014

Biała miłość

Dzień minął mi jakoś. Bez szału. 
Byłam w schronisku dla zwierząt, cieszą mnie te wizyty, napawają optymizmem ale i współczuciem dla tych biednych porzuconych zwierzątek. Zawsze przez kilka dni po takiej wizycie cieszę się najmniejszymi drobiazgami, a potem znów przychodzi melancholia. 

Jestem zmęczona swoim byciem, właśnie - byciem, nie życiem, bo czy patrząc na mnie z boku można powiedzieć, że żyję? 

Po prostu jestem i nic więcej, jestem, przeminę, niczego po sobie nie zostawię i gdzie tu znaleźć sens?

Byłam tez na siłowni, jutro siłownia i zajęcia, mam kilka dni wolnych w pracy, więc maksymalnie wykorzystuję to na ćwiczenia i naukę.

Chciałabym mieć psa, biegałabym z nim. Jednak nie mogę być taka egoistką i męczyć zwierzaka swoim towarzystwem, bo czasem czuję się samotna. Poza tym mój tryb życia nie pozwala na nic więcej niż kocica, a ona też jest towarzyszem mojej niedoli, moją małą białą miłością.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

słoń

Dzień zaczął się dziś wcześnie dla mnie - dokładnie o 4:26. Poczytałam trochę, posprzątałam mieszkanie, przejrzałam blogi, napisałam kilka komentarzy i zaraz wybieram się na siłownię. Dzisiaj muszę skatować nogi. Nie mogę na nie patrzeć, wyglądają tragicznie :( 

Mimo wszystko nie poddaję się, dieta, ćwiczenia, rower, siłownia i tak non stop. Na zajęcia chodzić mi się nie chce, dobrze, że chociaż dziś ich nie mam.

Dzień zapowiada się nie najgorzej, muszę go tylko rozsądnie rozplanować. 

Waga tragiczna... 65 kg 

niedziela, 6 kwietnia 2014

Podwójnie chuda

Dzisiaj mimo siłowni i roweru miałam średni dzień. Cały czas czuję, że nie daję z siebie wszystkiego, że jest we mnie jakaś blokada, strach przed tym co było i dzisiaj szczególnie nie daje mi to spokoju. Zaczyna się dość intensywny dla mnie tydzień, więc myśli będą mnie przytłaczały mniej niż zwykle - przynajmniej mam taką nadzieję. Zjadłam dzisiaj trochę więcej niż wczoraj i mam wyrzuty sumienia... Broniłam się przed tym czy iść i zwymiotować i wymioty po raz kolejny wygrały. 

Potrzebuję więcej samozaparcia i motywacji w sobie. I patrzę codziennie na te wszystkie piękne figury, choćby na siłowni i przeglądam tyle blogów na ile pozawala mi czas i myślę, że potrzebuję kogoś na tyle bliskiego kto przebiegnie tą trasę ze mną kto mnie skrytykuje i wesprze, kogoś kto będzie chudł razem ze mną.

RUN!







Szczęście

Każdy z nas mierzy ilość szczęścia w swoim życiu własną miarą. Dziś zdecydowanie jest mój szczęśliwy dzień. Zrobiłam na rowerze 40 km, spędziłam na siłowni 2 godz. i zjadłam tylko 200 kcal w postaci samych warzyw. Patrząc na godzinę było to w sumie wczoraj. Jak najwięcej takich dni!

Dobranoc!





piątek, 4 kwietnia 2014

Obojętnie

Jestem dzisiaj totalnie niezorganizowana... Płaczę ze złości, te wahania nastrojów dobijają mnie. Czy nie mogę być normalnym człowiekiem jak większość moich rówieśników? Nie, zbyt wiele sprzeczności pojawia się w moim życiu.


Ważne jest, żeby mieć motywację. Idę na siłownię. Muszę się wyżyć i znów pozostawać obojętną.






czwartek, 3 kwietnia 2014

411

Dzisiaj nie jest najgorzej, ranek przywitał mnie swoją szarością o 5:12, a dzień nie wydaje się dziś taki straszny. Byłam wczoraj na zajęciach i na siłowni i posprzątałam mieszkanie. Wieczorem zasypiałam przy stertach notatek i cichym pomruku śpiącej kocicy.

Dzisiaj praca, zajęcia, siłownia i sen. Chwilka czasu, żeby coś naskrobać, brak czasu na jedzenie. Wczoraj 411 kcal. Nie najgorzej. Słońce przeplata się z deszczem.

Przepełnia mnie delikatny lęk, że nie dojdę do perfekcji, jednak biorę się w garść i nie daję negatywom, bo najważniejsza jest motywacja.




środa, 2 kwietnia 2014

Deszcz

Dzień zaczął się zbyt słonecznie. Wolę gdy pada deszcz. Właśnie wybieram się na siłownię, a potem na zajęcia. Wypadałoby tam wpaść po prawie dwóch tygodniach nieobecności.

Boli mnie głowa, jakby te pieprzone promienie słońca przeszywały mi czaszkę.


Dół.



wtorek, 1 kwietnia 2014

Rzyganie to nie choroba

Nie daję rady. Tak bardzo się boję napadów, swojej niekonsekwencji. Jutro już idę na zajęcia. Muszę wyjść z domu, trzymać się z daleka od jedzenia. 


Jestem beznadziejna.... Gruba... Ale to się zmieni, nie będzie już płaczu i zgrzytania zębami, muszę wyłączyć głód w głowie.


Co do zajęć to nie jest zbyt dobrze, bo olałam wiele spraw ostatnio. Od jutra biorę się do pracy, bo jest mi łatwiej zmotywować się do czegokolwiek kiedy mam wszystko pedantycznie poukładane w swoim granatowym kalendarzu. Tak jest lepiej - każda minuta zaplanowana, bez wpadek, bez spotkań przy obiedzie - jest łatwiej.


Szkoda tylko, że nie wynaleźli jeszcze tabletek na ludzką głupotę. Byłby to hit.

Ana nie jedno ma imię

Jestem potworem. Takiego napadu w życiu nie miałam... Trzy dni męczarni, wyrzutów sumienia, rzygania i środków przeczyszczających. I znowu wszystko się pieprzy. Do tego się rozchorowałam.

Jak to się mówi: gorzkie żale po gorzale...

niedziela, 23 marca 2014

Najprzytulniej...


"Najprzytulniej tam, gdzie już nie ma nas
Miejsca, które skrył pod skrzydłami czas
To co było trwa, nikt nam nie zabierze wspomnień
Tamto słońce ma o wiele większą moc
Nasz ulubiony brzeg, kolana zdarte wciąż
Rodzice krzyczą dość
Pora do domu, jest już chłodniej
Ognisko płoszy ciemność, cisza w sercach gra
Wpatrzeni tacy mali w ten ogromny świat

Wracamy z dalekiej drogi do swoich starych przytulnych miejsc
Idealnych i niewzruszonych dni poukrywanych w pamięci mgle.



A z czterech świata stron przywoziliśmy wiatr
Walizki pełne snów, od śniegu bielszy piach
I klika mądrych prawd i szczęścia nieuchwytny zapach
Lecz gdzie są tamte dni, kiedy mierzyliśmy mniej
Jak fortecą był nasz dom, my się bawiliśmy w niej
Wojna dalej toczy się, lecz to już chyba nie zabawa
Pędzący pociąg - nie usłyszy mego stop
Mała dziewczynka pełna gigantycznych trosk.



Takie chwile kiedy zamykamy oczy i wracamy do tych dni jeszcze raz
Subtelny uśmiech i cichuteńki płacz
Najprzytulniej jest mi tam, gdzie nikt nie zdąży
Nie odnajdzie drogi nikt oprócz nas."

Sylwia Grzeszczak



czwartek, 20 marca 2014

Chude ciało, chuda dusza

Po długiej przerwie znów jestem.
Ostatni miesiąc miałam pracowity,narzuciłam na siebie więcej obowiązków,  bo nie chcę mieć czasu na zastanawianie się nad sensem tego wszystkiego.

Co do mojej  aktywności to biegam, chodzę na siłownię 6 dni w tygodniu, jeżdżę na rowerze. I dobrze mi. Wszystkie problemy nagle same się rozwiązują, mam lżejszą głowę.

Ostatnio mam fazę na marchewkę, kupuję i wcinam ją tonami.

Poza tym nic się nie zmieniło. Tęsknię za podróżami autostopem i związaną z nimi beztroską. Muszę się wybrać w te wakacje chociaż na tydzień, bo  inaczej zwariuję w tym wielkim mieście.