And I don’t want the world to see me cause I don’t think that they’d understand when everything’s made to be broken
I just want you to know who I am.

czwartek, 13 czerwca 2013

Działam!

Motywuję się nadal, ciągle oglądam zdjęcia tych pięknych chudych dziewczyn, a potem idę do lustra i patrzę na siebie - daleko mi jeszcze do doskonałości ale dam radę! 

Teraz mi łatwiej nie jeść, bo mam zapalenie gardła i boli mnie strasznie przy przełykaniu, więc mam wymówkę.Poza tym wczoraj chyba przespałam z 20 godzin, więc jest dobrze.



Motywacja na dziś:





Kasia jest moją inspiracją! 
Ma wspaniałą figurę.
 







wtorek, 7 maja 2013

Halo, halo i dokąd ja tak biegnę?

Bez sensu. Nic ostatnio nie schudłam. Jestem beznadziejna... Nie potrafię ostatnio zaprzeć się w sobie, nie potrafię nic ze sobą zrobić. Najlepiej ciągle bym spała. Teraz się to skończy.


Motywacja na dziś:
 
 

środa, 3 kwietnia 2013

Niekończąca się opowieść

Dzień przeciętny. 
Wstałam, wzięłam leki, zjadłam śniadanie. 
O 13:00 wybieram się na siłownię i mam zamiar się tam konkretnie dojechać.
Potem mam zajęcia... 
Trzeba będzie na chwilkę włączyć mózg. 
Wieczorem jeszcze sobie pobiegam.



wtorek, 2 kwietnia 2013

Idealne inspiracje!







Nic nie zmienia się...

Jestem w delikatnej rozsypce. 
Odchudzam się nadal ale to akurat jest oczywiste. 
Dawno mnie nie było. 
Odchodzę i wracam.

poniedziałek, 25 lutego 2013

sobota, 9 lutego 2013

Czwarty dzień głodówki

Jest całkiem nieźle, czwarty dzień głodówki. Jestem trochę osłabiona ale udało mi się poćwiczyć. Czuję się dobrze, a napędza mnie fakt, że dążę do perfekcyjnego ciała! 
Piod rana sam rumianek, pomaga, przynajmniej ma inny smak niż woda. Nastrój mam dobry, nawet mogę się skupić na nauce. 

Nie mam żadnych planów na weekend, na szczęście wszyscy zostawili mnie w świętym spokoju, pozostaję ja, książki i moje dążenie do perfekcji. 


Piękna figura, piękne wystające kości biodrowe, cudeńko:


Tak będę wyglądać jeśli się poddam:

czwartek, 7 lutego 2013

Głodówka

Jestem na drugim dniu głodówki i powiem szczerze, że jest nieźle :)
Mam lepszy nastrój, bo nie muszę patrzeć ani tykać się jedzenia. Mimo tego, że już stosowałam głodówki, postanowiłam odświeżyć swoje informację na ich temat i oto co znalazłam:



Bardzo ciekawe artykuły, po których przeczytaniu poczułam się znacznie lepiej. Wierzę, że uda mi się głodować 7 dni, bo już od dawna nie robiłam tak długiej głodówki.

czwartek, 31 stycznia 2013

Najlepsze produkty podczas odchudzania

Jest nieźle. Tylko ostatnio mam koszmary i problem ze snem, poważniejszy niż wcześniej. 
Co do diety, wczorajszy bilans jest całkiem niezły, chociaż nie jest zadowalający:

Śniadanie:
2 szklanki wody
50g ogórka świeżego + 50g pomidora - 17 kcal
kawa - 2kcal

Obiad:
3 szklanki wody
Gotowane warzywa:
brukselka 50g - 22 kcal
Brokuły 50g - 14 kcal

Kolacja: (17:00)
2 szklanki wody
kapusta kiszona 50g - 38,5 kcal

Razem: 93,5 kcal


Jest to całkiem niezły wynik ale jeszcze niezadowalający. Czasem wychodzi tez trochę więcej, zazwyczaj wtedy kiedy poczuję się zbyt pewna siebie, a potem na wagę i znów zgrzytanie zębami. Dzisiaj mam dobry dzień. Chcę sobie zrobić jeden dzień głodówki, żeby oczyścić organizm z toksyn. Myślę, że zrobię to w niedzielę. 
 



czwartek, 24 stycznia 2013

Motywacja - Mary Kate Olsen



Cudowne nogi!

Sposoby radzenia sobie z głodem

Jak w temacie, kiedy dopada mnie głód wykonuję czynności zamieszczone poniżej.

Najważniejszą zasadą jest to, aby 
NIE TRZYMAĆ ŻADNYCH SŁONYCH, SŁODKICH PRZEKĄSEK W DOMU!

1. Wypijam trzy szklanki wody.
2. Dobrym zabójcą "głodu" są ćwiczenia, jeśli dobrze się na nich skupię zajmują mi one więcej czasu, bardziej się męczę i zwyczajnie później nie chce mi się nic przygotowywać.
3. Idę na spacer, pobiegać, spotkać się ze znajomymi z dala od miejsc gdzie można kupić jedzenie. Wychodzę po prostu z domu, na siłownię, na lodowisko, rolki, rower (bez pieniędzy!).
4. Rysuję, czytam, uczę się.
5. Idę spać (szczególnie po ćwiczeniach lub po spacerze).
6. Piszę na blogu, opisuję swoje przemyślenia, faktem, jest, że ostatnio robię to rzadko ale to naprawdę pomaga kiedy nie ma się co zrobić z czasem i ma się chęć podjadać. 
7. Wypijam kawę (kawa zabija głód).
8. Jeśli już muszę coś zjeść jest to: marchew, rzodkiewka, pomidor, ogórek świeży.
9. Jeśli dopada mnie "dziki" głód wlewam w szklankę 50g jogurtu naturalnego (31kcal) do tego sypię 10g lnu mielonego (24,4 kcal, można kupić go w aptece), wszystko razem mieszam i jest gotowe do spożycia. Len świetnie zabija głód, poprawia trawienie, nie jest wysokokaloryczny i przede wszystkim można go dodać do wszystkiego.
10. Rano do śniadania zawsze biorę kapsułkę Falvitu, bo to czy jesteśmy głodni lub mamy na coś ochotę spowodowane jest zapotrzebowaniem organizmu na witaminy. Jeśli podczas odchudzania się dostarczamy tych witamin jest duże prawdopodobieństwo, że uczucie głodu nie będzie tak "agresywne". Mogą być to oczywiście każde inne witaminy.

Marzenia o śmierci

Moje życie to jest jednak jakaś jedna wielka porażka. Wszystko jest bez sensu i jeszcze j**ana tarczyca. Wszystko się wali na raz. Po co żyć, skoro życie to pasmo niepowodzeń? Po co istnieć? Przecież i tak kiedyś umrzemy, więc po co to wszystko? Zgnijemy w ziemi...

niedziela, 6 stycznia 2013

Syf

Jest mi dziwnie i sama nie wiem czego chcę. Część mnie krzyczy: "Dasz radę, nie poddawaj się!", a ta druga część: "Uciekaj gdzie pieprz rośnie, bo temu nie podołasz!". I jak tu być normalnym? 

Dzień minął monotonnie, nie wychodziłam dzisiaj z łóżka, nie robiłam nic. Od jutra znów ruszam w ten syf, a może ucieknę?

sobota, 5 stycznia 2013

Grafik?

Postanowiłam, że od jutra codziennie będę wpisywać co zjadłam każdego dnia.


Zagłodzona na śmierć!

Dobra mina do złej gry czyli ciąg dalszy opowieści z ycia wziętych.
Nie ogarniam tego wszystkiego. Zastanawiam się jak długo jeszcze będę się zgrywać, że wszystko jest idealnie.
Siedzę teraz i się dołuję, dowalam sobie, niszczę się. 

Dzień jak co dzień. Miałam iść na cały dzień na uczelnię ale o 12 stwierdziłam, że nie jestem w stanie siedzieć na wykładach i zrezygnowałam. Jeszcze dwa egzaminy i będę miała z głowy ;]

Co do mojego stanu psychicznego jest coraz gorzej. Mam ochotę uciec gdzieś daleko. Spakować się i wyjechać, zacząć wszystko od początku. Który to już raz? Po piątym przestałam liczyć. 
Ludziom wydaje się, że mam idealne życie, dwa kierunki studiów, miłość jak ze snu, mieszkanie i jeszcze praca (w domu ale praca). Każdy powtarza, że mi zazdrości takiego "wspaniałego" życia. Dla mnie jednak to jeden wielki syf. Nic nie ma sensu, ja po prostu jestem i tyle. Jak automat. Zero uczuć, zero emocji. Tylko smutek, próżnia. Nic nie ma sensu, bo po co robię to wszystko? Sama nie wiem. 

Mam w sobie dwie sprzeczne osoby: jedna to ta ambitna, zdrowa, pełna marzeń i radości, planów na przyszłość, pragnąca się uczyć, pracować i coś osiągnąć, być kimś, być w centrum zainteresowania...
Ta druga zaś to osoba cicha, skryta, nie rzucająca się w oczy, bez planów, pragnień, bez żadnego celu, marzeń, melancholijna, nic nie znacząca. To ta związana z Aną. 

Nie da się tak żyć, ciągle to powtarzam, a żyję, żyję od wielu lat.

Mam problem z tarczycą, nie mam okresu. Najchętniej bym tylko spała i nić więcej. Od kilku dni mam biegunkę i wymiotuję. A mimo wszystko nadal się uczę, nadal pracuję. I cały czas powtarzam i pokazuję, że wszystko jest dobrze ale tu mogę szczerze przyznać, że nie jest dobrze! Mam ochotę się rozpędzić i walnąć głową w ścianę...






poniedziałek, 3 grudnia 2012

piątek, 30 listopada 2012

Piękne!







Bum!

Zaczynam znowu wariować. Zapominam o jedzeniu i dzisiaj był tego skutek kiedy jechałam na zajęcia ;] nigdy nie przepadałam za środkami komunikacji miejskiej ale dzisiaj przeszłam samą siebie. Zemdlałam i z impetem pieprznęłam głową w szybę. Ludzie chcieli wzywać karetkę ale jak tylko na dobre się ocknęłam, szybko się stamtąd pozbierałam i uciekłam. Całe szczęście. Gdyby się tata o tym dowiedział, miałabym przechlapane. No cóż, zdarza się. 

Jak co roku, o tej porze dopada mnie depresja. Nie mam na nic ochoty, chodzę wkurzona albo obojętna. Nic mnie nie obchodzi, a niebawem sesja. 

Dam radę, dam radę, dam radę, dam radę, dam radę, dam radę, dam radę, dam radę, dam radę, dam radę... Chyba. 

Jestem nie całkiem normalna.

niedziela, 25 listopada 2012

Może powrót?

Nie mam czasu na nic ale może to i dobrze... Nadal żyję swoim światem i jest mi raz lepiej, raz gorzej ale zawsze jest jakoś. Codziennie od dwóch miesięcy wstaję o 4.00 rano. Wpadam w rutynę, męczącą i jednocześnie przyjemną. Czytam książki o wojnie. Byłam w Muzeum na Pawiaku, w Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Wojska Polskiego. Zapełniam czas różnymi rzeczami byle tylko nie myśleć. Nie myśleć o moim marnym życiu, które i tak w pewnym momencie znów się spieprzy, znów powróci sytuacja sprzed pół roku, sprzed roku czy sprzed dwóch lat. Teraz już nic nie ma znaczenia.

wtorek, 25 września 2012

Czas...

Dawno mnie tu nie było... I dzisiaj stwierdziłam, że czas coś napisać. Ostatnio mam mało czasu na wszystko. Za dużo rzeczy zaplanowałam na wrzesień. Wreszcie mogę szczerze powiedzieć, że jest dobrze. Tylko ostatnio spać nie mogę. Myśli nie dają  mi spokoju. Różne dziwne. Ale są rzeczy, którymi mogę się cieszyć. Wracam do nauki i wszystko będzie jak dawniej, mam nadzieję, że waga też.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Wracam

Jest dobrze, im bliżej września tym mam lepszy humor, zbliża się moja upragniona jesień. Sierpień był dla mnie jakimś koszmarem... Na szczęście już się kończy. 
Czuję się lepiej, dużo lepiej szczególnie wtedy kiedy przestrzegam zasad. Za chwilę ruszam do pracy, trzeba się tam wreszcie pokazać, bo ileż można pracować w domu? 

Co do jedzenia jest różnie, ostatnio już nawet nie mam napadów obżarstwa, całkiem nieźle sobie radzę, pod warunkiem, że trzymam nerwy na wodzy. Ogólnie rzecz biorąc - nie narzekam.

niedziela, 19 sierpnia 2012

trudno

Jest ze mną źle... Dostaję ataków histerii na widok jedzenia, nie mówiąc już o tym, co się ze mną dzieje jak ktoś mnie czymkolwiek częstuje. Zaczynam wariować, może też przez to, że byłam chora i nie wyglądało to zbyt dobrze. Nie mam nawet siły pisać. Może jutro przyjdzie mi trochę weny.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Choroba

No i się rozchorowałam, wymiotuję za każdym razem gdy coś wypiję o jedzeniu już nie mówiąc, do tego temperatura i kompletny brak sił. Kiedy wstaję z łóżka robi mi się ciemno przed oczami. Napiszę coś więcej jak się lepiej poczuję.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Złość i brukselka

Ale jestem dzisiaj zła, mam takie zmiany nastrojów, że aż mną rzuca... Sama nie wiem co się ze mną dzieje, chyba powinnam ponownie przebadać tarczycę. Za około dwie godziny idę pobiegać to się chociaż trochę wyżyję. 

Dzień nudny jak flaki z olejem, oszaleć można, a co do jedzenia, hmm, na śniadanie 30g musli + 1/2 szklanki mleka 0,5 %, na obiad brokuły, brukselka, marchewka, pietruszka, seler, ugotowane, dokładnie 100 g i na kolację pół ogórka i pół pomidora. Całkiem nieźle. 

Wydaje mi się, że się rozchoruję, boli mnie gardło, ogólnie mam co do stanu fizycznego ciężki dzień.

sobota, 4 sierpnia 2012

Coś pozytywnego

















Miley Cyrus jest dowodem na to, że da się schudnąć. 
Zatem do dzieła!

Grawitacja już mnie tu nie trzyma

Jestem rozżalona, pokłóciłam się wczoraj z chłopakiem... Tak znów mam chłopaka, od jakiegoś czasu ale jest ostatnio źle między nami. Nawrzeszczał wczoraj na mnie, bo wyłączyłam mu telewizor. 
Nie spędzamy ze sobą czasu prawie w ogóle...
Czuję się jak śmieć, on się chyba po prostu wstydzi takiego grubasa jak ja... Sama się siebie wstydzę.

Jedyne co poprawia mi nastrój, to uczucie głodu i intensywne ćwiczenia.




piątek, 3 sierpnia 2012

Bez sensu

Jest źle, jedyne co mnie cieszy to ćwiczenia. Jakoś nagle wszystko straciło dla mnie sens. Chodzę na boks, treningi 4 razy w tygodniu, przynajmniej wypełnia mi to czas, żeby nie myśleć.

Raz tak, raz siak.

wtorek, 31 lipca 2012

Motywacja na ostatni dzień lipca - Kirsten Stewart








Jest piękna i ma cudowną figurę oraz moim zdaniem świetny styl.

Ostatni dzień lipca

Jeszcze tylko miesiąc i przyjdzie mój ukochany wrzesień. Lato mnie frustruje, szczególnie lipiec, podczas kiedy wszyscy jeżdżą na wakacje i cieszą się plażą, imprezami i słońcem, ja zaszywam się w domu i nie mam ochoty z niego wychodzić. 

Mało dzisiaj spałam, znów nie mogłam zasnąć, jestem nijaka bardziej niż zwykle, a co za tym idzie, bardziej niż zwykle niezdarna. Dzisiaj tylko 300 kcal, więc niezły wynik. 

Wczoraj wieczorem chyba za dużo octu wypiłam, bo w nocy było mi strasznie niedobrze ale to dobrze, wolę już wymiotować niż mieć zachcianki, bo uczucie głodu jest przyjemne ale same zachcianki są strasznie demotywujące. 

Jakoś się trzymam, przynajmniej jak na razie.

poniedziałek, 30 lipca 2012

spacer, ocet i płacz

Nie mam weny na pisanie. Ostatnio przesadziłam z alko, na szczęście w porę się ogarnęłam. Dzisiaj posprzątałam całe mieszkanie, tak bardzo, bardzo dokładnie i właśnie niedawno skończyłam. Zajęło mi to cały dzień ale jestem zadowolona, bo dzisiaj tylko 255 kcal zjadłam.
W nocy miałam strasznie podły humor, biegałam, ćwiczyłam, skończyłam o 4 nad ranem, po czym z bezsilności się rozpłakałam.
Jest mi ostatnio ciężko, czuję się jak najgorszy wieprz i w sumie racja, jak mam się inaczej czuć skoro tak jest?
Teraz staram się jeść tylko warzywa, żadnych jogurtów, no i piję ten ocet jabłkowy. Trochę poprawia mi to samopoczucie.
Dzisiaj w nocy pójdę na długi spacer.

"Big love"

"Chodź, pokażę ci,
jak bardzo chcę byś był
Weź sobie mnie, bo tylko Ty
i więcej nic.

Kochanie udawaj, że

miłość to nie grzech
Boje się jej, niech prawda śpi,
nic nie mów mi
Ciii...

Czasem marzę, że

to nie dzieje się
Książę z bajki jest moim złym snem,
on męczy mnie.

I widzisz sam, gdy Ciebie mam,

to siebie tak mi jakoś brak
Przeklinam nas i kocham nas,
nie umiem odejść, nie wiem jak

Więc zabij ją i zabij mnie,

to będzie łatwe, nie bój się
Przeklinam cię i kocham cię,
z miłości leczy... tylko śmierć"

wtorek, 24 lipca 2012

Artystka na dziś to Nina Dobrev.






Zdjęcie powyżej jest moim zdaniem najlepsze! Ma świetną figurę i jest piękna.




Jesień, zima...

Dzisiaj wstałam z wielką dumą, wczoraj zjadłam tylko 245 kcal i jestem z siebie dumna. Dzień mija jak zwykle, od rana ćwiczenia, potem śniadanie: pół ogórka + pół pomidora, na obiad gotowane warzywa około 60 kcal o i na kolację jeszcze nie wiem ale czuję wreszcie, że jestem silna, że mogę, że potrafię. Dzisiaj pójdę pojeździć na rolkach, właśnie zaczynam się szykować. 

Dzień jest ładny, jest ciepło, jednak brakuje mi jesieni, pięknej jesieni, lekko chłodnego powietrza w ciepłe dni, kolorowych liści, a czasem nawet szarych, zimnych wieczorów i deszczu. A potem przyjdzie zima, w zimie lubię te słoneczne dni, kiedy mogę obserwować jak uradowane dzieci lepią bałwana lub rzucają się śnieżkami. Mroźne, słoneczne dni... 

Chyba dopadła mnie nostalgia, tylko sama nie wiem za czym...

Dzisiaj czuję się lepiej i w jakiś sposób jestem nawet zadowolona.

piątek, 20 lipca 2012

Figura na dziś to Brodka







Ostatnie zdjęcie jak dla mnie jest najlepsze.

Hop i hop, czyli jak pozytywnie nastawić się do świata z rana.

Obudziłam się o 7.00 rano, usiadłam na łóżku, zakrywając dłońmi twarz. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy: jakie to mieszkanie jest ciemne, a druga: jestem beznadziejna.
Dla lepszego nastawienia do świata, włączyłam muzykę, wzięłam dwie tabletki l-karnityny i skakałam na skakance, 2 godziny. Potem po prostu tańczyłam jak głupia po pokoju ale to dobrze, zawsze to parę kalorii mniej, no i jak zawsze po takim treningu ćwiczenia rozciągające, a do tego brzuszki, przysiady itp. 

Kiedy skończyłam, zajrzałam do lodówki. Jak zawsze zastałam tam skrojoną sałatę z ogórkiem i pomidorem, obok chude mleko, parę jajek, w szufladach rzodkiewka, seler, pietruszka, marchewka, brokuły, itp.

Po dłuższym zastanowieniu sięgnęłam po jajko i sałatę z pomidorem i ogórkiem. Jajko ugotowałam na miękko (takie lubię najbardziej) i zaparzyłam sobie zielonej herbaty. Kiedy już zabrałam się za jedzenie, modliłam się, żeby tylko nie zwymiotować. Poszło mi całkiem nieźle.

O godzinie 13.00 wyszłam do sklepu i na spacer. Rozmyślałam o różnych dziwnych sprawach, jednych przyjemnych, drugich mniej przyjemnych. Wracałam do domu z myślą, że rozpiszę się trochę właśnie tutaj, bo dawno tego nie robiłam. Czasem fajnie jest wylać z siebie wszystko, chociaż tak naprawdę  nie ma tu moich odczuć, nie wiem czemu tak jest ale ta notka wydaje mi się kompletnie pusta. A może ta ja jestem pusta?

No cóż, moje uczucia, moje emocje to wszystko krzyczy niesłyszanym przez nikogo dźwiękiem. Z jednej strony chciałabym, żeby ktoś usłyszał ten krzyk, zwrócił na mnie swoją uwagę, zaś z drugiej strony bronię się przed tym jak przed ogniem. Gniew, nienawiść i ból przelewają się we mnie i mieszają, mimo tego, że chcę zapomnieć o przeszłości, ona często w snach daje mi mocno w kość.

czwartek, 19 lipca 2012

Motywacja na lipiec ?

I coś dla motywacji, bo już dawno nic nie było. Tym razem skupiłam się na artystkach.














A może tak, a może nie, a może tak, a kto to wie?

Jest lepiej, mam więcej siły do walki, tak do walki ze sobą. 
Wszystko zaczyna się układać, nie mogę się doczekać września, jesieni... Mojej ukochanej pory roku. Nie lubię lata. Mamy już 19 lipca, jeszcze trochę ponad miesiąc i będzie mój ukochany wrzesień i powrót do szkoły, zajmę sie czymś konkretnym, nie będę myślała o swoim parszywym istnieniu. 
Nie robiąc nic zaczynam się nienawidzić, tak do granic możliwości z całego skamieniałego serca. 
Czasem zaczynam się zastanawiać czy choć trochę przypominam jeszcze człowieka w zachowaniu i sposobie bycia...

środa, 18 lipca 2012

Niccc

Jest różnie. Ostatnio olałam wszystko, aż to do mnie niepodobne. Siedziałam trzy dni w łóżku i użalałam się nad sobą, nie robiąc zupełnie nic. Jestem na siebie o to zła. Zastanawiam się jak długo wytrzymam. Dzisiaj mam obojętny nastrój, wszystko mi tak na prawdę wisi. Zastanawiam się po co żyję. I tak nie będę nigdy szczęśliwa.

piątek, 13 lipca 2012

Lubię to!

Żyję jakoś, daję radę, choć dzisiaj czuję się okropnie grubo i mam wyrzuty sumienia, że tak mało ćwiczyłam. Chwilami już się poddaję i nie mam siły ale muszę się motywować, muszę!
Kiedy po kilku godzinach ćwiczeń przychodzi taki czas, że nie mam siły i załamuję się psychicznie to zaczynam tańczyć, ruszam się, a przy okazji podbudowuję i poprawia mi się nastrój. 

Dzisiaj zjadłam dwie marchewki, ogórka i pomidora, a potem trzy rzodkiewki i wypiłam szklankę octu jabłkowego, nie jest najgorzej ale nie miałam siły ćwiczyć, więc tańczyłam. 

Trzymam się!

środa, 11 lipca 2012

Jak się chce to się da!

Każdego dnia kiedy ćwiczę, czuję jak tłuszcz wytapia się z mojego organizmu. To mi daje siłę, żeby ćwiczyć jeszcze więcej, nawet wtedy kiedy już upadam - wstaję i ćwiczę dalej. Ostatnio jem 500 kcal dziennie, za dużo... 4godziny ćwiczeń to za mało aby tyle spalić. Ale dam radę, wiem to!

Muzyka mi pomaga, jest dla mnie lekiem na wszystkie troski. Kiedy jest mi źle i czuję się beznadziejnie włączam jakieś skoczne rytmy i tańczę. Zawsze trochę kalorii spalę i polecam ten sposób, na mnie działa znakomicie.

I coś dla motywacji: 









 Nie dość, że jest śliczna to ma taka piękną figurę...

wtorek, 10 lipca 2012

ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia...

Witam ponownie po małej niedyspozycji. Jest jakby gorzej? Jest tragicznie :( Muszą wziąć się w garść, bo cały mój wysiłek pójdzie na marne. Odciąć się od wszystkiego. To będzie najlepsze rozwiązanie. Napuchły mi stawy :/ Mam gorszy dzień, psychicznie oczywiście. Dzisiaj godziny ćwiczyłam, dopóki nie pozdzierałam kolan, łokci, itp. Jutro to samo i tak każdego dnia.