Zdjęcie powyżej jest moim zdaniem najlepsze! Ma świetną figurę i jest piękna.
And I don’t want the world to see me cause I don’t think that they’d understand when everything’s made to be broken
I just want you to know who I am.
wtorek, 24 lipca 2012
Jesień, zima...
Dzisiaj wstałam z wielką dumą, wczoraj zjadłam tylko 245 kcal i jestem z siebie dumna. Dzień mija jak zwykle, od rana ćwiczenia, potem śniadanie: pół ogórka + pół pomidora, na obiad gotowane warzywa około 60 kcal o i na kolację jeszcze nie wiem ale czuję wreszcie, że jestem silna, że mogę, że potrafię. Dzisiaj pójdę pojeździć na rolkach, właśnie zaczynam się szykować.
Dzień jest ładny, jest ciepło, jednak brakuje mi jesieni, pięknej jesieni, lekko chłodnego powietrza w ciepłe dni, kolorowych liści, a czasem nawet szarych, zimnych wieczorów i deszczu. A potem przyjdzie zima, w zimie lubię te słoneczne dni, kiedy mogę obserwować jak uradowane dzieci lepią bałwana lub rzucają się śnieżkami. Mroźne, słoneczne dni...
Chyba dopadła mnie nostalgia, tylko sama nie wiem za czym...
Dzisiaj czuję się lepiej i w jakiś sposób jestem nawet zadowolona.
piątek, 20 lipca 2012
Hop i hop, czyli jak pozytywnie nastawić się do świata z rana.
Obudziłam się o 7.00 rano, usiadłam na łóżku, zakrywając dłońmi twarz. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy: jakie to mieszkanie jest ciemne, a druga: jestem beznadziejna.
Dla lepszego nastawienia do świata, włączyłam muzykę, wzięłam dwie tabletki l-karnityny i skakałam na skakance, 2 godziny. Potem po prostu tańczyłam jak głupia po pokoju ale to dobrze, zawsze to parę kalorii mniej, no i jak zawsze po takim treningu ćwiczenia rozciągające, a do tego brzuszki, przysiady itp.
Kiedy skończyłam, zajrzałam do lodówki. Jak zawsze zastałam tam skrojoną sałatę z ogórkiem i pomidorem, obok chude mleko, parę jajek, w szufladach rzodkiewka, seler, pietruszka, marchewka, brokuły, itp.
Po dłuższym zastanowieniu sięgnęłam po jajko i sałatę z pomidorem i ogórkiem. Jajko ugotowałam na miękko (takie lubię najbardziej) i zaparzyłam sobie zielonej herbaty. Kiedy już zabrałam się za jedzenie, modliłam się, żeby tylko nie zwymiotować. Poszło mi całkiem nieźle.
O godzinie 13.00 wyszłam do sklepu i na spacer. Rozmyślałam o różnych dziwnych sprawach, jednych przyjemnych, drugich mniej przyjemnych. Wracałam do domu z myślą, że rozpiszę się trochę właśnie tutaj, bo dawno tego nie robiłam. Czasem fajnie jest wylać z siebie wszystko, chociaż tak naprawdę nie ma tu moich odczuć, nie wiem czemu tak jest ale ta notka wydaje mi się kompletnie pusta. A może ta ja jestem pusta?
No cóż, moje uczucia, moje emocje to wszystko krzyczy niesłyszanym przez nikogo dźwiękiem. Z jednej strony chciałabym, żeby ktoś usłyszał ten krzyk, zwrócił na mnie swoją uwagę, zaś z drugiej strony bronię się przed tym jak przed ogniem. Gniew, nienawiść i ból przelewają się we mnie i mieszają, mimo tego, że chcę zapomnieć o przeszłości, ona często w snach daje mi mocno w kość.
czwartek, 19 lipca 2012
A może tak, a może nie, a może tak, a kto to wie?
Jest lepiej, mam więcej siły do walki, tak do walki ze sobą.
Wszystko zaczyna się układać, nie mogę się doczekać września, jesieni... Mojej ukochanej pory roku. Nie lubię lata. Mamy już 19 lipca, jeszcze trochę ponad miesiąc i będzie mój ukochany wrzesień i powrót do szkoły, zajmę sie czymś konkretnym, nie będę myślała o swoim parszywym istnieniu.
Nie robiąc nic zaczynam się nienawidzić, tak do granic możliwości z całego skamieniałego serca.
Czasem zaczynam się zastanawiać czy choć trochę przypominam jeszcze człowieka w zachowaniu i sposobie bycia...
środa, 18 lipca 2012
Niccc
Jest różnie. Ostatnio olałam wszystko, aż to do mnie niepodobne. Siedziałam trzy dni w łóżku i użalałam się nad sobą, nie robiąc zupełnie nic. Jestem na siebie o to zła. Zastanawiam się jak długo wytrzymam. Dzisiaj mam obojętny nastrój, wszystko mi tak na prawdę wisi. Zastanawiam się po co żyję. I tak nie będę nigdy szczęśliwa.
piątek, 13 lipca 2012
Lubię to!
Żyję jakoś, daję radę, choć dzisiaj czuję się okropnie grubo i mam wyrzuty sumienia, że tak mało ćwiczyłam. Chwilami już się poddaję i nie mam siły ale muszę się motywować, muszę!
Kiedy po kilku godzinach ćwiczeń przychodzi taki czas, że nie mam siły i załamuję się psychicznie to zaczynam tańczyć, ruszam się, a przy okazji podbudowuję i poprawia mi się nastrój.
Dzisiaj zjadłam dwie marchewki, ogórka i pomidora, a potem trzy rzodkiewki i wypiłam szklankę octu jabłkowego, nie jest najgorzej ale nie miałam siły ćwiczyć, więc tańczyłam.
Trzymam się!
środa, 11 lipca 2012
Jak się chce to się da!
Każdego dnia kiedy ćwiczę, czuję jak tłuszcz wytapia się z mojego organizmu. To mi daje siłę, żeby ćwiczyć jeszcze więcej, nawet wtedy kiedy już upadam - wstaję i ćwiczę dalej. Ostatnio jem 500 kcal dziennie, za dużo... 4godziny ćwiczeń to za mało aby tyle spalić. Ale dam radę, wiem to!
Muzyka mi pomaga, jest dla mnie lekiem na wszystkie troski. Kiedy jest mi źle i czuję się beznadziejnie włączam jakieś skoczne rytmy i tańczę. Zawsze trochę kalorii spalę i polecam ten sposób, na mnie działa znakomicie.
I coś dla motywacji:
Nie dość, że jest śliczna to ma taka piękną figurę...
wtorek, 10 lipca 2012
ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia...
Witam ponownie po małej niedyspozycji. Jest jakby gorzej? Jest tragicznie :( Muszą wziąć się w garść, bo cały mój wysiłek pójdzie na marne. Odciąć się od wszystkiego. To będzie najlepsze rozwiązanie. Napuchły mi stawy :/ Mam gorszy dzień, psychicznie oczywiście. Dzisiaj godziny ćwiczyłam, dopóki nie pozdzierałam kolan, łokci, itp. Jutro to samo i tak każdego dnia.
piątek, 29 czerwca 2012
Bezsilności, moja Ty...
Dopadła mnie wściekłość. Rano waga było nieco wyższa, dostałam szału... Skakałam, skakałam na skakance, a potem tylko upadłam na kolana i zaczęła sączyć się z nich krew.
Dzisiaj tylko 200 kcal. Nie więcej...
środa, 27 czerwca 2012
Zbrodnia.
"Chciałam się o czymś przekonać, pchała mnie chęć dowiedzenia się, przekonania się natychmiast, czy jestem jak inni wszą, czy też człowiekiem? Czy potrafię przekroczyć ów próg, czy nie? Czy jestem drżącym, nędznym stworem, czy też mam prawo...?"
Nic, kompletnie nic.
Dzisiaj jestem zmęczona, tak kompletnie. Siedzę przed komputerem, kot siedzi mi na kolanach. Przypatruje się znudzonym wzrokiem temu co robię. Wpadam w monotonię i co gorsza, godzę się na nią. Dzisiaj nie zjem nic. Nie mam siły na staranne przygotowanie posiłków, więc wolę nic nie jeść. Nawet to lepiej. Z rana byłam na siłowni. Ledwo doszłam do domu. Muszę jeszcze wyjść do apteki. Teraz pójdę pobiegać.
wtorek, 26 czerwca 2012
Motywacja, motywacja, motywacja...
Powiem jedno: warto się katować dla takiej figury i pewności siebie, która zyskujemy osiągając swój cel. Gdyby było to możliwe przestałabym jeść na chociaż tydzień ale ze względu na moje zajęcia nie mogę tego zrobić :(
niedziela, 24 czerwca 2012
Dzień dobry, jestem zerem.
Jestem wściekła na siebie, sama nie wiem o co. Jest źle! Jak patrzę w lustro mam ochotę strzelić sobie w głowę.
czwartek, 21 czerwca 2012
Jeść czy nie jeść ?
Jest całkiem nieźle. Na śniadanko ogórek, pomidor, 3 listki sałaty, 2 główki rzodkiewki i czarna kawa :)
Waga leci w dół i to jest najważniejsze. Nad obiadem się jeszcze zastanawiam.
środa, 20 czerwca 2012
Jakoś jest.
Nie mogłam dzisiaj w nocy spać... Brzuch mnie bolał i od 6:00 kręciłam się po domu. W sumie dobrze bo pranie zrobiłam i trochę posprzątałam, gdzie nie bardzo mam czas na to ostatnio. No i oczywiście papieros za papierosem, jakby miało mi to w czymś pomóc. Dzisiaj na śniadanie zjem chyba otręby z chudym mlekiem i lnem mielonym, może mi ból brzucha przejdzie.
Dzisiaj minął rok od dodania mojego pierwszego posta na tym blogu :)
wtorek, 19 czerwca 2012
Euforia
Jestem ostatnio w jakiejś takiej euforii? Jest nawet dobrze, waga w dół - poczucie wartości w górę. Tak powinno być.
Zastanawiam się nad wieloma rzeczami w moim życiu, w tym momencie najbardziej cieszę się, że jadę do Krakowa pod koniec lipca. Myślę, że ten wyjazd dobrze mi zrobi. Mam już dość Warszawy.
A dietka na teraz to:
Śniadanie:
1/2 ogórka + 1/2 pomidora
+ zioła prowansalskie to polane łyżką octu jabłkowego - 32 kcal
2 łyżki lnu mielonego - 30 kcal
2 wafle ryżowe - 74 kcal
II śniadanie:
2 ogórki kiszone - 24 kcal
Obiad:
3 brokuły, marchewka, pietruszka,
seler ugotowane na 1/2
kostki rosołowej - 100g - 70 kcal
1 jajko ugotowane na miękko - 80 kcal
2 szkl. zielonej herbaty
2 łyżki lnu mielonego - 30 kcal
Podwieczorek:
Jogurt naturalny light - 51 kcal
2 wafle ryżowe - 74 kcal
Kolacja:
2 papryki, 1/2 ogórka, pomidor
z jedną łyżką octu jabłkowego - 70 kcal
Razem: 535 kcal
Tak dla motywacji wrzucam:
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Wczoraj obiecywałam sobie, że koniec z piciem, a dziś znów budzę się na kacu. W jednym tylko tylko trzymam się twardo...
Dzień zaczął się ciężko, nie mogłam sie dobudzić. Rano oczywiście na wagę.Jest nieźle ale może być lepiej, więc od dzisiaj będę poświęcała więcej czasu na ćwiczenia.
Czeka mnie poważna decyzja, która wszystko zmieni ale miejmy nadzieję, że wszystko potoczy się dobrze.
Mam dzisiaj dużo sprzątania, więc tez dużo ruchu z czego się bardzo cieszę. Moja motywacja wzrasta z każdym dniem.
niedziela, 10 czerwca 2012
Zaczynam wszystko od początku. Nowy rozdział mojego życia, być może okaże się, że znalazłam to, czego tak długo szukałam, a jeszcze mało tego, miałam to wystawione na tacy, a nie byłam zdolna tego zauważyć.
Jutro na szczęście wolne od pracy, po trzech długich i trudnych tygodniach będę mogła wykonać wszystkie zaplanowane ćwiczenia :)
Jedyne co mnie dobija w tym momencie to pogoda... Jest nijaka i przez to wszystko mnie boli :/
Teraz będę częściej pisać. Jakoś mam straszny mętlik w głowie ale sądzę, że na dniach mi przejdzie i zero alkoholu od dzisiaj! :)
piątek, 8 czerwca 2012
Na dnie też podobno można się urządzić
Jest gorzej niż myślałam. Nie radzę sobie. Z niczym. Mam burdel w głowie, czy czas mi to wszystko poukłada? Wątpię. Jestem rozdarta, chce mi się krzyczeć i walić w ściany z bezsilności. Czy to jest życie?
czwartek, 7 czerwca 2012
Powrót
Dawno mnie nie było ale powracam po ogromnych zmianach w życiu.
Mam tyle do napisania, że sama nie wiem od czego zacząć.
Znów jest źle, a nawet gorzej. Liczone kalorie, codzienne ważenie się, ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia. Praca, dom... Znów dopadła mnie samotność. Chyba nie jestem dość dobra, żeby ktokolwiek mnie pokochał.
Może zbiorę się później, żeby sklecić jeszcze parę zdań.
wtorek, 17 kwietnia 2012
czwartek, 12 kwietnia 2012
Próbowałam zepchnąć swój nowy sen na krańce świadomości, skąd nie miałby szans wyrwać się, by znowu mnie nawiedzić.
Jest różnie. Wczoraj od rana miałam dobry humor, który po godzinie 15:00 zepsuł mi się do tego stopnia, że miałam chęć rzucać talerzami. Wieczorem jak wróciłam nic się nie zmieniało ale Mój Misiek wie jak poprawić mi humor i już zasypiając humor mi wrócił. Za godzinę wychodzę do pracy, dzisiaj pewnie wrócę padnięta...
I coś na dobry początek dnia:
niedziela, 8 kwietnia 2012
sobota, 7 kwietnia 2012
Lepiej jest umrzeć, kiedy człowiek chce żyć, niż umierać wtedy, kiedy człowiek chce już tylko umrzeć.
Jest mi dziwnie. Jestem od wczoraj w domu rodzinnym, a już chciałabym wrócić do siebie. Nie potrafię znaleźć sobie miejsca, snuję się po domu jak cień. Jest jakoś inaczej, jest źle ze mną. Nie wiem jak długo wytrzymam jeszcze. Ciągle zjada mnie jakaś niepewność, jakiś smutek we mnie tkwi. Czy jest sens dalej tak po prostu być? Być bez żadnej nadziei, bez planów, marzeń? Bez sensu.
czwartek, 5 kwietnia 2012
Kocham ten stan kiedy udaję, że wszystko jest w porządku, a tak naprawdę rozpierdala mnie od środka...Nie mogłam spać w nocy, kręciłam się na łóżku jakbym miała mrówki w dupie. Do tego w nocy wydzwaniał do mnie jeden chłopak, którego lubię, bo ze mną pracuje ale jest niekoniecznie w moim typie. Nie odebrałam ale wściekałam się, bo dzwonił akurat w momencie kiedy udało mi się zasnąć. Jestem wkurwiona, pies rano pogryzł mi jedne z moich ulubionych butów, aż się we mnie gotuje. W ogóle wszystko się zrobiło takie obojętne, bez znaczenia... O nic nie chce mi się starać ale wiem, że jak zauważę, że olałam sprawę to będzie już za późno. Jestem beznadziejna. Zastanawiam się co stanie się ze mną za parę lat jeśli ciągle będzie tak jak teraz... Głupie pytanie, dobrze wiem co mnie czeka...
Umrę ci kiedyś.
Oczy mi zamkniesz.
I wtedy — swoje
Smutne, zdziwione,
Bardzo otworzysz.
środa, 4 kwietnia 2012
Obojętność zabija
Jest jakoś nijak. Chyba za dużo problemów mam na głowie i myśli powodują, że budzę się w nocy przepełniona jakiś dziwnym lękiem. Nawet nie wiem co mam napisać. Jestem zobojętniała na wszystko.
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
trochę cytatów, takich moich ulubionych
Poznałam cie zaledwie tydzień temu, za wcześnie więc, by powiedzieć ci, że cię kocham. Ale skoro nie powinnam przeżyć tej nocy, jest już za późno na takie wyznania. Jednak wielkim szaleństwem, do jakiego są zdolni mężczyźni i kobiety, jest właśnie miłość.
[...] Jednak miłość nie daje i nigdy nie dawała szczęścia. Wręcz przeciwnie, zawsze jest niepokojem, polem bitwy, ciągiem bezsennych nocy, podczas których zadajemy sobie mnóstwo pytań, dręczą nas wątpliwości. Na prawdziwą miłość składa się ekstaza i udręka.
Kiedy tkwisz tak otępiały wskutek własnej katastrofy, niezdolny do działania i myślenia, ogarnięty zimnym, gniotącym mrokiem, oddzielony od świata jak w nocnych halucynacjach lub osamotniony jak w chwilach żalu - znaczy to, że dotarłeś do negatywnego krańca życia, tam, gdzie panuje temperatura absolutna, gdzie ścina się w lód ostatnia życia iluzja.
I coś co kiedyś dostałam w e-mailu od pewnego znajomego:
"Pewnego razu pewien wspaniały i dobry człowiek stracił kogoś
bliskiego, był tak załamany i nie mógł się z tym pogodzić, że
próbował odebrać sobie życie. Nie udało się, smutek ukazał jego
bezsilność także w akcie samobójstwa. Nieustawał w dążeniu do
śmierci, spróbował drugi raz, choć dla jego bliskich był to wielki
cios wzbudzający wiele łez. Tym razem w próbie stracił jedynie
przytomność, ale w tej chwili nieobecności usłyszał głos, gdzieś
głęboko z wewnątrz, który zadał mu pytanie:
- Kim jesteś? - zapytał
- Jestem Ravi - odpowiedział ze smutkiem.
- Nie pytałem jak Cie nazywają, ale kim jesteś?
- Jestem Nepalczykiem.
- Nie pytałem gdzie się urodziłeś i jak nazywają to miejsce, ale kim
jesteś?
- Jestem hinduistą.
- Nie pytałem w jakiego Boga wieżysz, ale kim jesteś?
Ravi spoważniał, skupił się zaciekawiony na głosie, który słyszy.
- Jestem dobrym człowiekiem, pomagam bezinteresownie ludziom, gdy są w
potrzebie, praktykuję swoją religię, cierpię po stracie bliskiej
osoby.
- Nie pytałem Cię o to jaki jesteś dla innych, kim są inni dla Ciebie,
i jak żyjesz, ale o to kim jesteś.
W tym momencie głos ustał a Ravi ocknął się i ujrzał twarze swoich
bliskich próbujących go ratować. Moment ten był dla niego przełomowy
na tyle, że postanowił żyć tylko po to, by dowiedzieć się tego kim
jest, a nie tego co mu o nim powiedziano. Co to jest cierpienie i
szczęście i dlaczego mu się przytrafiają na przemian, czym są myśli
także te samobójcze i emocje i dlaczego nie ma nad nimi kontroli a
przecież do niego one należą nie on do nich, czym jest świat, który
stoi przed nim, w końcu
dlaczego się urodził i dlaczego ma umrzeć. Nie wiedział tylko gdzie ma
zacząć poszukiwania, przecież "głos" powiedział mu, że nie interesuje
go to, co mu o nim powiedziano i jak go nazywają. Czy szukać w
szczęściu czy może w cierpieniu choć nie dało mu ono odpowiedzi, więc
jednak nie był to ten kierunek.
W skupieniu i ciszy bez szalejących myśli. Wszystko wskazywało na jedną
jedyną drogę..."
bliskiego, był tak załamany i nie mógł się z tym pogodzić, że
próbował odebrać sobie życie. Nie udało się, smutek ukazał jego
bezsilność także w akcie samobójstwa. Nieustawał w dążeniu do
śmierci, spróbował drugi raz, choć dla jego bliskich był to wielki
cios wzbudzający wiele łez. Tym razem w próbie stracił jedynie
przytomność, ale w tej chwili nieobecności usłyszał głos, gdzieś
głęboko z wewnątrz, który zadał mu pytanie:
- Kim jesteś? - zapytał
- Jestem Ravi - odpowiedział ze smutkiem.
- Nie pytałem jak Cie nazywają, ale kim jesteś?
- Jestem Nepalczykiem.
- Nie pytałem gdzie się urodziłeś i jak nazywają to miejsce, ale kim
jesteś?
- Jestem hinduistą.
- Nie pytałem w jakiego Boga wieżysz, ale kim jesteś?
Ravi spoważniał, skupił się zaciekawiony na głosie, który słyszy.
- Jestem dobrym człowiekiem, pomagam bezinteresownie ludziom, gdy są w
potrzebie, praktykuję swoją religię, cierpię po stracie bliskiej
osoby.
- Nie pytałem Cię o to jaki jesteś dla innych, kim są inni dla Ciebie,
i jak żyjesz, ale o to kim jesteś.
W tym momencie głos ustał a Ravi ocknął się i ujrzał twarze swoich
bliskich próbujących go ratować. Moment ten był dla niego przełomowy
na tyle, że postanowił żyć tylko po to, by dowiedzieć się tego kim
jest, a nie tego co mu o nim powiedziano. Co to jest cierpienie i
szczęście i dlaczego mu się przytrafiają na przemian, czym są myśli
także te samobójcze i emocje i dlaczego nie ma nad nimi kontroli a
przecież do niego one należą nie on do nich, czym jest świat, który
stoi przed nim, w końcu
dlaczego się urodził i dlaczego ma umrzeć. Nie wiedział tylko gdzie ma
zacząć poszukiwania, przecież "głos" powiedział mu, że nie interesuje
go to, co mu o nim powiedziano i jak go nazywają. Czy szukać w
szczęściu czy może w cierpieniu choć nie dało mu ono odpowiedzi, więc
jednak nie był to ten kierunek.
W skupieniu i ciszy bez szalejących myśli. Wszystko wskazywało na jedną
jedyną drogę..."
Pustka
Nie jem nic już trzeci dzień i daję radę. Nawet o tym nie myślę, a mimo wszystko jestem jakaś rozbita. Jest tyle pięknych chudziutkich dziewczyn na ulicach, a ja jak kłoda... Spaślak, gruba świnia! Nienawidzę za to siebie, nienawidzę siebie też za to, że nie potrafię dać z siebie tyle ile bym chciała... Nie potrafię dać mojemu chłopakowi tego, czego on ode mnie oczekuje... Boję się, że prędzej czy później to się skończy, bo będzie miał dość i znów zostanę sama... Jeśli tak się stanie to w jaki sposób ja mam uwierzyć w sens związków? Zawsze jest coś. Czy nie jest mi pisane bycie szczęśliwą? To wszystko jest bez sensu. Leżę teraz w łóżku z laptopem i głupie myśli znów zabiajają resztkę racjonalnego myślenia. To taka codzienna walka. Walka najgorsza z możliwych. Walka z samą sobą...
Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.
Potem, przez następne miesiące wydawało mi się, że żyję za karę. Nienawidziłam poranków. Przypominały mi, że noc ma swój koniec i trzeba znowu radzić sobie z myślami.
Potem, przez następne miesiące wydawało mi się, że żyję za karę. Nienawidziłam poranków. Przypominały mi, że noc ma swój koniec i trzeba znowu radzić sobie z myślami.
sobota, 31 marca 2012
O i kurwa znów mi wali. Ciężkie czasy nastały dla mojego umysłu. Trudne wybory i ich konsekwencje.
Piękny świat, ten wasz świat... I miłe są te kobiety, przy których, kiedy im człowiek w najlepszej wierze oddaje własną duszę, jeszcze musi spoglądać na zegarek, ażeby nie spotkał swoich poprzedników i nie przeszkadzał następcom.
niedziela, 25 marca 2012
Jest dobrze. Ułożyłam sobie parę istotnych kwestii wczoraj w głowie i doszłam do wniosku, że nie ma co panikować. Wszystko się ułoży, tylko muszę włożyć w to trochę pracy. Przeraża mnie wyjazd na święta do domu. Boję się, że nie opanuję nerwów przy mamie. Jest to w tym momencie jedyna osoba, która potrafi mnie wyprowadzić z równowagi tak, że potem dochodzę trzy dni do normalnego stanu. Kocham ją ale nie jestem w stanie już przebywać z nią dłużej niż 2 godziny. Przerasta mnie to trochę.
Ostatnimi czasy byłam rozchwiana ale wszystko wraca do normy, a spokój, który jest mi tak bardzo potrzebny zawiera się w miłości, którą mam w całej okazałości. Codziennie zasypia i budzi się przy mnie, czasem denerwuje ale rekompensuje mi to uśmiechem każdego dnia i nawet gdyby stało się tak, że nie byłby Mój to dla tego uśmiechu warto pocierpieć. Niczego więcej mi nie potrzeba.
[...] po raz pierwszy od wielu miesięcy ktoś patrzył na nią nie jak na przedmiot, nie jak na piękną kobietę, lecz w sposób nieuchwytny, jakby przenikał na wskroś jej duszę, jej strach, jej kruchość, jej niezdolność do walki ze światem, nad którym pozornie dominowała, choć tak naprawdę niczego o nim nie wiedziała.
sobota, 24 marca 2012
Chcę zrobić dziś coś co może zaważyć na moim dotychczasowym funkcjonowaniu. Chcę pokazać Arturowi bloga. Zależy mi na nim. Chcę mu pokazać wszystkie swoje wewnętrzne emocje, wszystko to, czego nie potrafię pokazać poprzez zachowanie czy wyrazić słowami.Będzie to trudne, nie wiem co on zrobi ale chcę, żeby wiedział, bo czuję, że w ten sposób będę wobec Niego fair.
"Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy suknie zapomną o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojej śmierci - zapomną. Nie łudźmy się, przyjacielu, ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc.:
piątek, 23 marca 2012
Lepszy dzień
Od jutra do pracy :) Dzisiaj mam nawet dobry dzień, ostatni dzień siedzenia w domu! Teraz tylko poniedziałek mam wolny i tak to cały piękny tydzień będzie duuużo pracy, a to oznacza, że nie będzie czasu myśleć o jedzeniu i problemach :) Jest dzisiaj piękna pogoda, chcę wymyślić dzisiaj coś kreatywnego, bo wczoraj wieczorem jednogłośnie doszliśmy z Arturem do wniosku, że czynnikiem nas dobijającym jest monotonia. Muszę pomyśleć jak to zmienić.
"Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka
nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś,
jak potrafimy być nimi jutro?
Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie,
jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia.
Wyjdź mu naprzeciw."
nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś,
jak potrafimy być nimi jutro?
Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie,
jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia.
Wyjdź mu naprzeciw."
czwartek, 22 marca 2012
Dzisiaj obudziłam się o 8.30. Dużo śpię ostatnio, niestety kiepsko to na mnie wpływa. Wczoraj robiliśmy przemeblowanie, a teraz kolejny dzień spędzam sama w domu. Dużo płaczę jak nikt nie widzi. Nie widzę w niczym sensu, może lubię taką samotność? Może chcę być sama, a może nie? Znów przychodzą mi głupie pomysły do głowy, a może wcale nie takie głupie? Powietrze, którym teraz oddycham, zatruwa tak bardzo mój organizm, że już nawet przestałam się dusić. Czy jest możliwe życie bez oddychania? Najwyraźniej tak skoro nadal żyję... I ten pieprzony brak odwagi odebrania sobie życia... A może to nie strach przed śmiercią? Może są rzeczy, które powinnam jeszcze w życiu zrobić? Nie wiem. Ana codziennie powtarza mi: "Masz cierpieć, masz czuć ból, to za Twój brak determinacji. Pamiętasz jaką przyjemność sprawia odczuwanie głodu? Ty suko, cierp, tak jak cierpisz od siedmiu lat, a nawet jeszcze bardziej. Spójrz na siebie, jak Ty wyglądasz?!" Wiem, że ma rację. Pamiętam jaką głód sprawia mi przyjemność, a jaki ból sprawia mi uczucie sytości. Pamiętam... Ale pamiętam też chwile na oddziale i momenty kiedy nie potrafiłam o własnych siłach podnieść szklanki wody. Ale warto, warto czuć satysfakcję z własnego samozaparcia, z osobistego rodzaju buntu przeciwko światu. I ten ból kiedy jakaś cząstka podświadomości mówi Ci, że nie masz już grama tłuszczu, chwila kiedy wchodzisz na wagę, a ta nie pokazuje nawet 40 kg i świadomość, że to nie koniec, że musisz chudnąć dalej...
wtorek, 20 marca 2012
Myśl o samotności, myśl o samobójstwie.
Muszę się zebrać do kupy. Co się ze mną dzieje?
"Taki jest jednak zawsze pierwszy odruch beznadziejności: wiara, że w samotności cierpienie zahartuje się i wysublimuje jak w ogniu oczyszczającym. Mało ludzi potrafi naprawdę znieść samotność, ale wielu marzy o niej jak o ostatniej ucieczce. Podobnie jak myśl o samobójstwie, myśl o samotności bywa najczęściej jedyną formą protestu, na jaką nas stać, gdy wszystko zawiodło, a śmierć ma w sobie jeszcze ciągle więcej grozy niż uroku."
"Taki jest jednak zawsze pierwszy odruch beznadziejności: wiara, że w samotności cierpienie zahartuje się i wysublimuje jak w ogniu oczyszczającym. Mało ludzi potrafi naprawdę znieść samotność, ale wielu marzy o niej jak o ostatniej ucieczce. Podobnie jak myśl o samobójstwie, myśl o samotności bywa najczęściej jedyną formą protestu, na jaką nas stać, gdy wszystko zawiodło, a śmierć ma w sobie jeszcze ciągle więcej grozy niż uroku."
poniedziałek, 19 marca 2012
szał
Jest ze mną coraz gorzej...Po prostu wiosna idzie, a ja mam deprechę na maksa. Artur zaczyna coś podejrzewać, w końcu nie mam okresu i ciągle wymiguję się od obiadów. Miniony tydzień był koszmarem, bo miał wolne, więc nie mogłąm mu powiedzieć, że jadłam jak był w pracy... Dzisiaj już na szczęście jest w pracy i to do późna, więc jak wróci już nie będzie mi truł o kolacji, bo będzie późno. Nie wiem już co mam robić, przestało mi się chcieć wychodzić z domu...
sobota, 10 marca 2012
Złudzenia
Zaczynam coś do Niego czuć... Jest mi z Nim dobrze, wreszcie jest mi z kimś dobrze, problem w tym, że boję się, że bardzo szybko to popsuję, chociażby przez moje dziwne paranoje. Mam dzisiaj złe przeczucia, mało spałam w nocy. Czuję się jak wariatka, znowu mam myśli samobójcze, nie wiem co się ze mną dzieje... Było dobrze i nagle znowu coś mi się poprzestawiało, chyba jestem przemęczona... Czy Skorpion i Ryby to dobra kombinacja?
Czy jest jakikolwiek sens dalej rozmyślać, wstawać z łóżka, myć się, ubierać i wychodzić gdziekolwiek? Zastanawia mnie pewna rzecz od długiego już czasu, co czuję patrząć w lustro? W to wewnętrzne lustro? Dzisiaj obudziłąm się i miałam odpowiedź na to pytanie. Czuję rozpacz, widzę rozpacz... Strzępek straconej duszy, która błąka się po moim ciele i błąga o pomoc... Czemu jest mi tak ciężko wyrazić to co czuję? Powiedzieć mu jaki jest dla mnie bliski, jak konieczne jest jego towarzystwo, jak tęsknię za nim kiedy wychodzi do pracy rano a ja wracam z mojej wieczorem. Czemu to takie trudne powiedzieć albo choćby okazać jaką radość mi sprawił kupując kwiaty na Dzień Kobiet, robiąc kolację przy świcach z czerwonym winem? Jest dla mnie jak powietrze, czuję się tak jakby ktoś po długim czasie wypuścił mnie z wilgotnego zatęchłego smrodem małego pomieszczenia na łąkę pełną kwiatów oblaną słońcem i tylko on teraz może mnie znów w tym pomieszczeniu zamknąć na wiele lat. Cały czas mi powtarza, że jestem jego największym szczęściem... Czemu ja nie potrafię mu tego powiedzieć? Kiedy chciałam mu powiedzieć, że mi na nim zależy zbierałam się do tego pół godziny, a kiedy już wydusiłam to z siebie, przytulił mnie tak serdecznie, że aż łzy spłynęły mi po policzkach. Dziwnie ciepło mi na sercu kiedy tak o Nim piszę. Chcę się starać, czas pokaże co mi z tego wyjdzie.
Czy jest jakikolwiek sens dalej rozmyślać, wstawać z łóżka, myć się, ubierać i wychodzić gdziekolwiek? Zastanawia mnie pewna rzecz od długiego już czasu, co czuję patrząć w lustro? W to wewnętrzne lustro? Dzisiaj obudziłąm się i miałam odpowiedź na to pytanie. Czuję rozpacz, widzę rozpacz... Strzępek straconej duszy, która błąka się po moim ciele i błąga o pomoc... Czemu jest mi tak ciężko wyrazić to co czuję? Powiedzieć mu jaki jest dla mnie bliski, jak konieczne jest jego towarzystwo, jak tęsknię za nim kiedy wychodzi do pracy rano a ja wracam z mojej wieczorem. Czemu to takie trudne powiedzieć albo choćby okazać jaką radość mi sprawił kupując kwiaty na Dzień Kobiet, robiąc kolację przy świcach z czerwonym winem? Jest dla mnie jak powietrze, czuję się tak jakby ktoś po długim czasie wypuścił mnie z wilgotnego zatęchłego smrodem małego pomieszczenia na łąkę pełną kwiatów oblaną słońcem i tylko on teraz może mnie znów w tym pomieszczeniu zamknąć na wiele lat. Cały czas mi powtarza, że jestem jego największym szczęściem... Czemu ja nie potrafię mu tego powiedzieć? Kiedy chciałam mu powiedzieć, że mi na nim zależy zbierałam się do tego pół godziny, a kiedy już wydusiłam to z siebie, przytulił mnie tak serdecznie, że aż łzy spłynęły mi po policzkach. Dziwnie ciepło mi na sercu kiedy tak o Nim piszę. Chcę się starać, czas pokaże co mi z tego wyjdzie.
piątek, 9 marca 2012
On, ja i ona...
Hm, nudzę się. Nie mam jakoś weny do niczego. Narysowałam parę aktów dzisiaj, nic szczególnego. Dni wolne są męczące. Za dużo czasu na myślenie. Posprzątałam mieszkanie. Czekam na Artura. Artur to mój chłopak. Od niedawna ale jest dobrze. Tylko ta moja waga... Nie chcę, żeby wiedział, że mam z tym problem. Na razie jeszcze nie widać ale jak zacznie coś podejrzewać? Co zrobi? Zostawi mnie? Czy będzie na siłę próbował mi pomoć? Nie wiem. Nie wiem czy dobrze zrobiłam pakując się w związek. Jest jakby lepiej ale tylko jakby. Muszę schudnąć. Muszę. Zwariuję jeśli nie schudnę. Ana mnie zabije. Jestem od tylu lat jej wierna, tego nie da się skończyć od tak i dobrze o tym wiem. Nie chcę tego kończyć. Gdyby nie ona wyglądałąbym jak tłusta świnia. I tak wyglądam jak spaślak ale ona motywuje mnie do działania, do ćwiczeń, do odstawiania kolejnych posiłków...
niedziela, 26 lutego 2012
Dzień dobry, jestem Ana.
Moja przygoda z Aną zaczęła się dosyć niewinnie. Kiedy miałam około 13 lat i 7 miesięcy mama zaczęła mi wytykać, że powinnam schudnąć, bo inaczej nigdy nie znajdę sobie męża. No i się zaczęło... Wbieganie po schodach z plecakiem pełnym książek dwa razy dziennie, bieganie rano i wieczorem, najdłużej jak się dało, skakanka, przysiady itp., oraz drastyczna dieta schodziła od 1500 kcal do 300 kcal dziennie. Odpadło mięso, jajka, makaron, ziemniaki. Z czasem moja dieta stawała się coraz uboższa, a ja byłam zadowolona, bo chudłam może nie zbyt szybko ale efektownie. Kiedy zaczęłam się odchudzać ważyłam 62 kg. W wieku 15 lat ważyłam już 43 kg, a w wieku 16 lat już tylko 36 kg. Wtedy trafiłam na oddział. Najkoszmarniejszy okres w moim życiu, więc nie będę do niego wracać. Po wyjściu ze szpitala moja waga trzymała się różnie. W sumie aż do lipca 2011 nie przekroczyłam 50 kg . Teraz ważę 54 kg i chudnę nadal. Moje przytycie nie wiązało się z "ozdrowieniem" ale z problemami z tarczycą. Anoreksji nie da się wyleczyć. To tak jak druga osobowość. Największą tragedią jest dla mnie to, że jestem świadoma jej obecności ale wcale nie chce jej wypędzić z umysłu.
sobota, 25 lutego 2012
Więcej grzechów nie pamiętam.
Za godzinę do pracy... Mam doła, ostatnio jestem rozkojarzona i zamyślona. Wszystko znów się sypie. Zapomnienie, to najlepsze co mogłoby mnie teraz spotkać.
Gdzieś w centrum miasta, które tkwi w każdym z nas, leży cmentarz starych miłości. Szczęściarze, zadowoleni ze swojego życia i z tego z kim je dzielą, przeważnie o nim nie pamiętają. Nagrobki są wyblakłe lub powywracane, trawa nieskoszona, wszędzie plenią się jeżyny i dzikie kwiaty. U innych miejsce to wygląda dostojnie i schludnie jak cmentarz wojskowy. Kwiaty podlano i ułożono, wysypane tłuczem ścieżki są starannie zagrabione. Widać ślady częstych odwiedzin.
Cmentarz większości z nas przypomina szachownicę. Niektóre pola są zaniedbane albo wręcz leżą odłogiem. Kto by sobie zawracał głowę nagrobkami – czy też miłościami, które pod nimi spoczywają? Nawet nazwiska zatarły się w pamięci. Inne groby pozostają jednak ważne, choć byśmy niechętnie się do tego przyznawali. Odwiedzamy je często – prawdę mówiąc – zbyt często. Nigdy nie wiadomo, jak się będziemy czuli po wyjściu z cmentarza: czasem będzie nam lżej, czasem ciężej na duszy. Nie sposób przewidzieć w jakim nastroju będziemy wracać do domu teraźniejszości.
Cmentarz większości z nas przypomina szachownicę. Niektóre pola są zaniedbane albo wręcz leżą odłogiem. Kto by sobie zawracał głowę nagrobkami – czy też miłościami, które pod nimi spoczywają? Nawet nazwiska zatarły się w pamięci. Inne groby pozostają jednak ważne, choć byśmy niechętnie się do tego przyznawali. Odwiedzamy je często – prawdę mówiąc – zbyt często. Nigdy nie wiadomo, jak się będziemy czuli po wyjściu z cmentarza: czasem będzie nam lżej, czasem ciężej na duszy. Nie sposób przewidzieć w jakim nastroju będziemy wracać do domu teraźniejszości.
~Zakochany Duch
piątek, 24 lutego 2012
Samobójstwo ucieczką od anoreksji?
Nie mogę funkcjonować, dręczą mnie koszmary, staczam się? Czy staczam się na samo dno autodestrukcji? Podobno na dnie też można się nieźle urządzić... Zrobiłam dzisiaj nową tabelę produktów nadających się dla mnie do spożycia. Niedługo idę do pracy i jutro też i pojutrze. Przynajmniej nie mam czasu myśleć o wszystkim i niczym. Teraz w sumie myślę tylko o mojej Anusi, która od wielu lat prowadzi mnie za rękę przez życie. Mam myśli czasem takie no samobójcze. Męczące jest życie z Nią. Jest jak zazdrosny o wszystko chłopak, który obija boleśnie ciało za każdy popełniony błąd. Przynajmniej uwolniłam się od rodziców. Wiecznie martwiącego się taty i matki, która biła, za każdy stłuczony talerz, za bezsenne noce i za to, że jestem. Patologicznie.
piątek, 10 lutego 2012
Zwiększone tarcie
Hmm. Jest źle. Ze wszystkim. Moja "kochana" współlokatorka się wyprowadziła i całe szczęście, bo mogłoby dojść do rozlewu krwi. Teraz mieszkam z jakimś chłopakiem.
Monotonność mnie dobija.
Codziennie rano wstaję, wchodzę na wagę, napuszczam wody do wanny, leżę w niej około 40 minut, wychodzę. Smaruję się balsamem, antyalergicznym oczywiście. Dokładnie smaruję tyłek, uda i kolana, bo jeśli tego nie zrobię szczypią mnie od mrozu. Ubieram się i robiąc śniadanie wypalam około 2-3 papierosów. Wchodzę na wagę. Wypijam siemię lniane, zjadam śniadanie. Idę umyć zęby, dokładnie 4 minuty 32 sekundy. Rozczesuję włosy, siadam na swoim fotelu i się uczę albo czytam. Punktualnie 14:48 wychodzę z domu. Wracam o 19:12. Wchodzę na wagę. Idę się wykąpać. Podczas kąpieli wypalam około 5 papierosów. Tym razem po wyjściu z wanny dokładnie wcieram balsam w każdą część ciała. Wchodzę na wagę. Siadam przed komputerem, wypalam 3 papierosy, chyba, że jest mi bardzo zimno, wtedy kładę się od razu spać. Nie wiem po co to tu napisałam. To chyba bezsens.
Monotonność mnie dobija.
Codziennie rano wstaję, wchodzę na wagę, napuszczam wody do wanny, leżę w niej około 40 minut, wychodzę. Smaruję się balsamem, antyalergicznym oczywiście. Dokładnie smaruję tyłek, uda i kolana, bo jeśli tego nie zrobię szczypią mnie od mrozu. Ubieram się i robiąc śniadanie wypalam około 2-3 papierosów. Wchodzę na wagę. Wypijam siemię lniane, zjadam śniadanie. Idę umyć zęby, dokładnie 4 minuty 32 sekundy. Rozczesuję włosy, siadam na swoim fotelu i się uczę albo czytam. Punktualnie 14:48 wychodzę z domu. Wracam o 19:12. Wchodzę na wagę. Idę się wykąpać. Podczas kąpieli wypalam około 5 papierosów. Tym razem po wyjściu z wanny dokładnie wcieram balsam w każdą część ciała. Wchodzę na wagę. Siadam przed komputerem, wypalam 3 papierosy, chyba, że jest mi bardzo zimno, wtedy kładę się od razu spać. Nie wiem po co to tu napisałam. To chyba bezsens.
Moje samopoczucie wagowe ciągle się waha. Ostatnio nic mi nie pasuje. Najchętniej ściągnęłabym ze ścian wszystkie lustra albo zamknęła się w ciemnym pokoju i ćwiczyła aż do skutku.
Jadę dzisiaj do Radomia. Jakoś zmęczyło mnie to warszawskie życie, a może zmęczyło mnie życie na Bielanach ? Sama nie wiem.
Podupadłam na zdrowiu. Wyszedł na wierzch mój dotychczasowy tryb życia, alkohol, papierosy i inne dziwne wyskoki. Nie mam okresu, włosy mi wypadają...
Coś dobrego o życiu:
No i coś dla motywacji.
piątek, 13 stycznia 2012
Szarości barwy niezbyt kolorowe.
Jest po prostu świetnie ;] Najchętniej rzuciłabym się pod samochód przy pierwszej nadarzającej się okazji. Wszystko znów przybrało odcienie szarości, która od lat towarzyszy mi w życiu. Nawet polubiłam szarość, nauczyłam się z nią żyć, bo nie wiedziałam, że życie może mieć choć odrobinę koloru. Moje przez chwilę miało, a potem kolory wymieszały się i znów nastała szarość. Kiedy nie ma się świadomości, że istnieją jakiekolwiek barwy, łatwiej jest żyć wśród tej szarości ale odkąd posmakowałam odrobiny koloru, powrót do "codzienności" stał się dla mnie mocnym ciosem. On mi dał odrobinę tego koloru. przez jedną chwilę myślałam, że wypełni mi nim życie ale on woli inną, jest dla niego atrakcyjniejsza, co gorsza, moja codzienna szarość przywdziewa kolory czerni, kiedy on jest z nią, kiedy do niej dzwoni i wtedy kiedy ona wysyła do niego smsy z mojego telefonu. Ona jest moją współlokatorką... Przeklinam dzień. w którym zgodziłam się aby się do nas wprowadziła. Wiem, że z mojej strony to zauroczenie ale mocno przezywam każde rozczarowanie, w końcu jestem skorpionem.
Nadal się odchudzam. Mój współlokator próbuje mnie karmić na siłę, bo zdarzyło mi się ostatnim czasem kilka razy zemdleć. Nawet mi papierosy zabrał wczoraj ale dziś już je odzyskałam. Rano dostałam szału kiedy nie miałam co zapalić.
Odkryłam, że w moim przypadku najlepsze na przeczyszczenie jest siemię lniane. Poza tym jest zdrowsze od tabletek na przeczyszczenie, bo organizm się nie przyzwyczaja. Waga znów zaczyna spadać w dół. Trochę muszę popracować nad blogiem, ponieważ ze względu na Niego, zaniedbałam to nieco. Ale teraz wszystko wróci do normy.
wtorek, 10 stycznia 2012
Serce z kamienia?
Nic z tego wszystkiego nie będzie. Okazałam odrobinę uczuć bez sensu, bo z jego strony to tylko przyjaźń. Po prostu jestem za gruba. Moje życie to jedna wielka porażka. Do tego moja współlokatorka truje mi non stop o swojej miłości... rzygam!
niedziela, 8 stycznia 2012
Wielki powrót...
Chyba się zakochałam.... Taki jeden chłopak zawrócił mi strasznie w głowie, dziwna sytuacja. Boję się tylko, że jak juz będziemy razem to nie będzie tak jak ja sobie to teraz wyobrażam, więc w sumie tak naprawdę to w tym momencie sama nie wiem czego chcę.
Odchudzam się dalej oczywiście. Nie zrezygnowałam jeszcze i sądzę, że szybko to nie nastąpi.
No i oczywiście coś dla motywacji :)
wtorek, 6 grudnia 2011
Znów bezsenność
Boli mnie brzuch i nie mogę spać. To pewnie z głodu, ale lubię go czuć, mam wtedy satysfakcję, że jestem dość silna aby nie jeść.
Mam anemię. Niedobrze. Muszę kupić jakieś witaminy. Idę do pracy dzisiaj. Wczoraj bo wbiegnięciu na jedenaste piętro myślałam, że umrę. Tracę siły i serce też już się buntuje. Jak długo jeszcze wytrzymam w tym błędnym kole?
I na sam początek dnia coś dla motywacji :)
Są idealne!
poniedziałek, 5 grudnia 2011
Ann
Jest kolejny trudny dzień. Siedzę sama w domu, o 14 wychodzę do pracy. Jaki w tym sens? Czuję, że marnuję życie. W każdym jego calu. Samozaparcie we mnie rośnie. Jest mi niedobrze, idę rzygać.
K: Taak... To jest nie do opanowania...
Czy zrozumiem kiedyś to co we mnie siedzi? Te wszystkie sprzeczności? Nie wiem. Jak na razie rozumiem tylko część siebie ale taką malutką, że aż prawie niezauważalną. Kocham i nienawidzę siebie. Dobrze wiem za co nienawidzę. Za ciało, za to ile ważę i ile jem. Przeraża mnie to chwilami. Mam nadzieję, że jeśli ktoś kto to czyta nie współczuje mi. Nie chcę współczucia, tylko motywacji.
Ana: Jesteś gruba, zrób coś z tym...
K: Przecież próbuję, staram się, czego jeszcze oczekujesz?!
Ana: Zbyt mało się starasz! Weź się za siebie prosiaku! Czujesz obrzydzenie kiedy patrzysz w lustro?
K: Taak... To jest nie do opanowania...
piątek, 2 grudnia 2011
Trochę humoru na dzień dobry!
[12:12] <ona___> Renia
[12:12] <ona___> żono
[12:12] <ona___> bip
[12:12] <ona___> zostaniesz moim elementem? bum
[12:13] -!- Nie jesteś oznaczony już jako zaraz wracam.
[12:13] <sufferance> dupki moje : D
[12:14] <ona___> a jak, w trójkąta lecimy
[12:14] <ona___> :D
[12:15] <Renachan> tak zostanę xD
[12:15] <ona___> witaj w elementowni
[12:15] <ona___> bip
[12:15] <ona___> o żesz w morde
[12:15] <ona___> error
[12:15] <ona___> error
[12:16] <ona___> nie możemy jej przyjąć spięcie
[12:16] <ona___> SPIĘCIE !!
[12:16] <ona___> xD
[12:16] <Renachan> co kurwa? xD
[12:17] <ona___> nie wiem, kurwa
[12:17] <ona___> bip
[12:17] <sufferance> hahahah
[12:17] <sufferance> aż wrzucę to na bloga xD
[12:18] <ona___> ani się waż
[12:18] <ona___> bip
[12:18] <ona___> robot kuchenny będzie Ciebie ścigać
[12:18] <ona___> bip
[12:18] <sufferance> za późno
[12:12] <ona___> żono
[12:12] <ona___> bip
[12:12] <ona___> zostaniesz moim elementem? bum
[12:13] -!- Nie jesteś oznaczony już jako zaraz wracam.
[12:13] <sufferance> dupki moje : D
[12:14] <ona___> a jak, w trójkąta lecimy
[12:14] <ona___> :D
[12:15] <Renachan> tak zostanę xD
[12:15] <ona___> witaj w elementowni
[12:15] <ona___> bip
[12:15] <ona___> o żesz w morde
[12:15] <ona___> error
[12:15] <ona___> error
[12:16] <ona___> nie możemy jej przyjąć spięcie
[12:16] <ona___> SPIĘCIE !!
[12:16] <ona___> xD
[12:16] <Renachan> co kurwa? xD
[12:17] <ona___> nie wiem, kurwa
[12:17] <ona___> bip
[12:17] <sufferance> hahahah
[12:17] <sufferance> aż wrzucę to na bloga xD
[12:18] <ona___> ani się waż
[12:18] <ona___> bip
[12:18] <ona___> robot kuchenny będzie Ciebie ścigać
[12:18] <ona___> bip
[12:18] <sufferance> za późno
czwartek, 1 grudnia 2011
życie, życie...
Nie wiem czego chcę od życia, dzisiaj doszłam do wniosku, że życie przepływa mi między palcami bez najmniejszego sensu. Jaki w tym sens? Całe życie czymś się stresujesz. Praca, szkoła, rodzina, dom, dzieci, wnuki, pieniądze, w moim przypadku dochodzi waga... Taki priorytet w moim życiu, ważyć 40 kg i utrzymać tą wagę. Akurat do mojego wzrostu jest to optymalna waga.Człowiek całe życie czymś się martwi, więc do cholery po co tak żyć? Nasze życie jest tak szalenie przewidywalne, są czynniki, których przewidzieć się nie da ale mamy świadomość, że mogą się zdarzyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































