And I don’t want the world to see me cause I don’t think that they’d understand when everything’s made to be broken
I just want you to know who I am.

niedziela, 10 czerwca 2012

Fenomenalne nogi!





Zaczynam wszystko od początku. Nowy rozdział mojego życia, być może okaże się, że znalazłam to, czego tak długo szukałam, a jeszcze mało tego, miałam to wystawione na tacy, a nie byłam zdolna tego zauważyć. 
Jutro na szczęście wolne od pracy, po trzech długich i trudnych tygodniach będę mogła wykonać wszystkie zaplanowane ćwiczenia :) 
Jedyne co mnie dobija w tym momencie to pogoda... Jest nijaka i przez to wszystko mnie boli :/ 
Teraz będę częściej pisać. Jakoś mam straszny mętlik w głowie ale sądzę, że na dniach mi przejdzie i zero alkoholu od dzisiaj! :)
Ciekawa jestem jak długo wytrzymam w swoich postanowieniach ;]
No i kilka zdjęć tak dla motywacji:





piątek, 8 czerwca 2012

Na dnie też podobno można się urządzić

Jest gorzej niż myślałam. Nie radzę sobie. Z niczym. Mam burdel w głowie, czy czas mi to wszystko poukłada? Wątpię. Jestem rozdarta, chce mi się krzyczeć i walić w ściany z bezsilności. Czy to jest życie?

czwartek, 7 czerwca 2012

Powrót

Dawno mnie nie było ale powracam po ogromnych zmianach w życiu.
Mam tyle do napisania, że sama nie wiem od czego zacząć.
Znów jest źle, a nawet gorzej. Liczone kalorie, codzienne ważenie się, ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia. Praca, dom... Znów dopadła mnie samotność. Chyba nie jestem dość dobra, żeby ktokolwiek mnie pokochał.
Może zbiorę się później, żeby sklecić jeszcze parę zdań.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Było w porządku przez jakiś czas ale teraz znów mam złe przeczucia, obawy... Nie wiem co będzie dalej ale wiem jedno nie poddam się tak jak zawsze, nie odpuszczę...

czwartek, 12 kwietnia 2012

Próbowałam zepchnąć swój nowy sen na krańce świadomości, skąd nie miałby szans wyrwać się, by znowu mnie nawiedzić.

Jest różnie. Wczoraj od rana miałam dobry humor, który po godzinie 15:00 zepsuł mi się do tego stopnia, że miałam chęć rzucać talerzami. Wieczorem jak wróciłam nic się nie zmieniało ale Mój Misiek wie jak poprawić mi humor i już zasypiając humor mi wrócił. Za godzinę wychodzę do pracy, dzisiaj pewnie wrócę padnięta...



I coś na dobry początek dnia:


sobota, 7 kwietnia 2012

Lepiej jest umrzeć, kiedy człowiek chce żyć, niż umierać wtedy, kiedy człowiek chce już tylko umrzeć.

Jest mi dziwnie. Jestem od wczoraj w domu rodzinnym, a już chciałabym wrócić do siebie. Nie potrafię znaleźć sobie miejsca, snuję się po domu jak cień. Jest jakoś inaczej, jest źle ze mną. Nie wiem jak długo wytrzymam jeszcze. Ciągle zjada mnie jakaś niepewność, jakiś smutek we mnie tkwi. Czy jest sens dalej tak po prostu być? Być bez żadnej nadziei, bez planów, marzeń? Bez sensu.



czwartek, 5 kwietnia 2012

Kocham ten stan kiedy udaję, że wszystko jest w porządku, a tak naprawdę rozpierdala mnie od środka...Nie mogłam spać w nocy, kręciłam się na łóżku jakbym miała mrówki w dupie. Do tego w nocy wydzwaniał do mnie jeden chłopak, którego lubię, bo ze mną pracuje ale jest niekoniecznie w moim typie. Nie odebrałam ale wściekałam się, bo dzwonił akurat w momencie kiedy udało mi się zasnąć. Jestem wkurwiona, pies rano pogryzł mi jedne z moich ulubionych butów, aż się we mnie gotuje. W ogóle wszystko się zrobiło takie obojętne, bez znaczenia... O nic nie chce mi się starać ale wiem, że jak zauważę, że olałam sprawę to będzie już za późno. Jestem beznadziejna. Zastanawiam się co stanie się ze mną za parę lat jeśli ciągle będzie tak jak teraz... Głupie pytanie, dobrze wiem co mnie czeka...




Umrę ci kiedyś.

Oczy mi zamkniesz.

I wtedy — swoje

Smutne, zdziwione,

Bardzo otworzysz.


środa, 4 kwietnia 2012

Obojętność zabija

Jest jakoś nijak. Chyba za dużo problemów mam na głowie i myśli powodują, że budzę się w nocy przepełniona jakiś dziwnym lękiem. Nawet nie wiem co mam napisać. Jestem zobojętniała na wszystko. 




poniedziałek, 2 kwietnia 2012

trochę cytatów, takich moich ulubionych

Poznałam cie zaledwie tydzień temu, za wcześnie więc, by powiedzieć ci, że cię kocham. Ale skoro nie powinnam przeżyć tej nocy, jest już za późno na takie wyznania. Jednak wielkim szaleństwem, do jakiego są zdolni mężczyźni i kobiety, jest właśnie miłość.


[...] Jednak miłość nie daje i nigdy nie dawała szczęścia. Wręcz przeciwnie, zawsze jest niepokojem, polem bitwy, ciągiem bezsennych nocy, podczas których zadajemy sobie mnóstwo pytań, dręczą nas wątpliwości. Na prawdziwą miłość składa się ekstaza i udręka.


Kiedy tkwisz tak otępiały wskutek własnej katastrofy, niezdolny do działania i myślenia, ogarnięty zimnym, gniotącym mrokiem, oddzielony od świata jak w nocnych halucynacjach lub osamotniony jak w chwilach żalu - znaczy to, że dotarłeś do negatywnego krańca życia, tam, gdzie panuje temperatura absolutna, gdzie ścina się w lód ostatnia życia iluzja.


I coś co kiedyś dostałam w e-mailu od pewnego znajomego:


"Pewnego razu pewien wspaniały i dobry człowiek stracił kogoś
bliskiego, był tak załamany i nie mógł się z tym pogodzić, że
próbował odebrać sobie życie. Nie udało się, smutek ukazał jego
bezsilność także w akcie samobójstwa. Nieustawał w dążeniu do
śmierci, spróbował drugi raz, choć dla jego bliskich był to wielki
cios wzbudzający wiele łez. Tym razem w próbie stracił jedynie
przytomność, ale w tej chwili nieobecności usłyszał głos, gdzieś
głęboko z wewnątrz, który zadał mu pytanie:
- Kim jesteś? - zapytał
- Jestem Ravi - odpowiedział ze smutkiem.
- Nie pytałem jak Cie nazywają, ale kim jesteś?
- Jestem Nepalczykiem.
- Nie pytałem gdzie się urodziłeś i jak nazywają to miejsce, ale kim
jesteś?
- Jestem hinduistą.
- Nie pytałem w jakiego Boga wieżysz, ale kim jesteś?
Ravi spoważniał, skupił się zaciekawiony na głosie, który słyszy.
- Jestem dobrym człowiekiem, pomagam bezinteresownie ludziom, gdy są w
potrzebie, praktykuję swoją religię, cierpię po stracie bliskiej
osoby.
- Nie pytałem Cię o to jaki jesteś dla innych, kim są inni dla Ciebie,
i jak żyjesz, ale o to kim jesteś.
W tym momencie głos ustał a Ravi ocknął się i ujrzał twarze swoich
bliskich próbujących go ratować. Moment ten był dla niego przełomowy
na tyle, że postanowił żyć tylko po to, by dowiedzieć się tego kim
jest, a nie tego co mu o nim powiedziano. Co to jest cierpienie i
szczęście i dlaczego mu się przytrafiają na przemian, czym są myśli
także te samobójcze i emocje i dlaczego nie ma nad nimi kontroli a
przecież do niego one należą nie on do nich, czym jest świat, który
stoi przed nim, w końcu
dlaczego się urodził i dlaczego ma umrzeć. Nie wiedział tylko gdzie ma
zacząć poszukiwania, przecież "głos" powiedział mu, że nie interesuje
go to, co mu o nim powiedziano i jak go nazywają. Czy szukać w
szczęściu czy może w cierpieniu choć nie dało mu ono odpowiedzi, więc
jednak nie był to ten kierunek.
W skupieniu i ciszy bez szalejących myśli. Wszystko wskazywało na jedną
jedyną drogę..."

Pustka

Nie jem nic już trzeci dzień i daję radę. Nawet o tym nie myślę, a mimo wszystko jestem jakaś rozbita. Jest tyle pięknych chudziutkich dziewczyn na ulicach, a ja jak kłoda... Spaślak, gruba świnia! Nienawidzę za to siebie, nienawidzę siebie też za to, że nie potrafię dać z siebie tyle ile bym chciała... Nie potrafię dać mojemu chłopakowi tego, czego on ode mnie oczekuje... Boję się, że prędzej czy później to się skończy, bo będzie miał dość i znów zostanę sama... Jeśli tak się stanie to w jaki sposób ja mam uwierzyć w sens związków? Zawsze jest coś. Czy nie jest mi pisane bycie szczęśliwą? To wszystko jest bez sensu. Leżę teraz w łóżku z laptopem i głupie myśli znów zabiajają resztkę racjonalnego myślenia. To taka codzienna walka. Walka najgorsza z możliwych. Walka z samą sobą...




Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.





Potem, przez następne miesiące wydawało mi się, że żyję za karę. Nienawidziłam poranków. Przypominały mi, że noc ma swój koniec i trzeba znowu radzić sobie z myślami.

sobota, 31 marca 2012

O i kurwa znów mi wali. Ciężkie czasy nastały dla mojego umysłu. Trudne wybory i ich konsekwencje.



Piękny świat, ten wasz świat... I miłe są te kobiety, przy których, kiedy im człowiek w najlepszej wierze oddaje własną duszę, jeszcze musi spoglądać na zegarek, ażeby nie spotkał swoich poprzedników i nie przeszkadzał następcom.

niedziela, 25 marca 2012

Jest dobrze. Ułożyłam sobie parę istotnych kwestii wczoraj w głowie i doszłam do wniosku, że nie ma co panikować. Wszystko się ułoży, tylko muszę włożyć w to trochę pracy. Przeraża mnie wyjazd na święta do domu. Boję się, że nie opanuję nerwów przy mamie. Jest to w tym momencie jedyna osoba, która potrafi mnie wyprowadzić z równowagi tak, że potem dochodzę trzy dni do normalnego stanu. Kocham ją ale nie jestem w stanie już przebywać z nią dłużej niż 2 godziny. Przerasta mnie to trochę. 

Ostatnimi czasy byłam rozchwiana ale wszystko wraca do normy, a spokój, który jest mi tak bardzo potrzebny zawiera się w miłości, którą mam w całej okazałości. Codziennie zasypia i budzi się przy mnie, czasem denerwuje ale rekompensuje mi to uśmiechem każdego dnia i nawet gdyby stało się tak, że nie byłby Mój to dla tego uśmiechu warto pocierpieć. Niczego więcej mi nie potrzeba. 



[...] po raz pierwszy od wielu miesięcy ktoś patrzył na nią nie jak na przedmiot, nie jak na piękną kobietę, lecz w sposób nieuchwytny, jakby przenikał na wskroś jej duszę, jej strach, jej kruchość, jej niezdolność do walki ze światem, nad którym pozornie dominowała, choć tak naprawdę niczego o nim nie wiedziała.




sobota, 24 marca 2012

Chcę zrobić dziś coś co może zaważyć na moim dotychczasowym funkcjonowaniu. Chcę pokazać Arturowi bloga. Zależy mi na nim. Chcę mu pokazać wszystkie swoje wewnętrzne emocje, wszystko to, czego nie potrafię pokazać poprzez zachowanie czy wyrazić słowami.Będzie to trudne, nie wiem co on zrobi ale chcę, żeby wiedział, bo czuję, że w ten sposób będę wobec Niego fair. 


"Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy suknie zapomną o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojej śmierci - zapomną. Nie łudźmy się, przyjacielu, ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc.:

piątek, 23 marca 2012

Lepszy dzień

Od jutra do pracy :) Dzisiaj mam nawet dobry dzień, ostatni dzień siedzenia w domu! Teraz tylko poniedziałek mam wolny i tak to cały piękny tydzień będzie duuużo pracy, a to oznacza, że nie będzie czasu myśleć o jedzeniu i problemach :) Jest dzisiaj piękna pogoda, chcę wymyślić dzisiaj coś kreatywnego, bo wczoraj wieczorem jednogłośnie doszliśmy z Arturem do wniosku, że czynnikiem nas dobijającym jest monotonia. Muszę pomyśleć jak to zmienić.



"Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka
nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś,
jak potrafimy być nimi jutro?

Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie,
jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia.
 Wyjdź mu naprzeciw."

czwartek, 22 marca 2012

Dzisiaj obudziłam się o 8.30. Dużo śpię ostatnio, niestety kiepsko to na mnie wpływa. Wczoraj robiliśmy przemeblowanie, a teraz kolejny dzień spędzam sama w domu. Dużo płaczę jak nikt nie widzi. Nie widzę w niczym sensu, może lubię taką samotność? Może chcę być sama, a może nie? Znów przychodzą mi głupie pomysły do głowy, a może wcale nie takie głupie? Powietrze, którym teraz oddycham, zatruwa tak bardzo mój organizm, że już nawet przestałam się dusić. Czy jest możliwe życie bez oddychania? Najwyraźniej tak skoro nadal żyję... I ten pieprzony brak odwagi odebrania sobie życia... A może to nie strach przed śmiercią? Może są rzeczy, które powinnam jeszcze w życiu zrobić? Nie wiem. Ana codziennie powtarza mi: "Masz cierpieć, masz czuć ból, to za Twój brak determinacji. Pamiętasz jaką przyjemność sprawia odczuwanie głodu? Ty suko, cierp, tak jak cierpisz od siedmiu lat, a nawet jeszcze bardziej. Spójrz na siebie, jak Ty wyglądasz?!" Wiem, że ma rację. Pamiętam jaką głód sprawia mi przyjemność, a jaki ból sprawia mi uczucie sytości. Pamiętam... Ale pamiętam też chwile na oddziale i momenty kiedy nie potrafiłam o własnych siłach podnieść szklanki wody. Ale warto, warto czuć satysfakcję z własnego samozaparcia, z osobistego rodzaju buntu przeciwko światu. I ten ból kiedy jakaś cząstka podświadomości mówi Ci, że nie masz już grama tłuszczu, chwila kiedy wchodzisz na wagę, a ta nie pokazuje nawet 40 kg i świadomość, że to nie koniec, że musisz chudnąć dalej...

wtorek, 20 marca 2012

Myśl o samotności, myśl o samobójstwie.

Muszę się zebrać do kupy. Co się ze mną dzieje? 

"Taki jest jednak zawsze pierwszy odruch beznadziejności: wiara, że w samotności cierpienie zahartuje się i wysublimuje jak w ogniu oczyszczającym. Mało ludzi potrafi naprawdę znieść samotność, ale wielu marzy o niej jak o ostatniej ucieczce. Podobnie jak myśl o samobójstwie, myśl o samotności bywa najczęściej jedyną formą protestu, na jaką nas stać, gdy wszystko zawiodło, a śmierć ma w sobie jeszcze ciągle więcej grozy niż uroku."

poniedziałek, 19 marca 2012

szał

Jest ze mną coraz gorzej...Po prostu wiosna idzie, a ja mam deprechę na maksa. Artur zaczyna coś podejrzewać, w końcu nie mam okresu i ciągle wymiguję się od obiadów. Miniony tydzień był koszmarem, bo miał wolne, więc nie mogłąm mu powiedzieć, że jadłam jak był w pracy... Dzisiaj już na szczęście jest w pracy i to do późna, więc jak wróci już nie będzie mi truł o kolacji, bo będzie późno. Nie wiem już co mam robić, przestało mi się chcieć wychodzić z domu... 

sobota, 10 marca 2012

Złudzenia

Zaczynam coś do Niego czuć... Jest mi z Nim dobrze, wreszcie jest mi z kimś dobrze, problem w tym, że boję się, że bardzo szybko to popsuję, chociażby przez moje dziwne paranoje. Mam dzisiaj złe przeczucia, mało spałam w nocy. Czuję się jak wariatka, znowu mam myśli samobójcze, nie wiem co się ze mną dzieje... Było dobrze i nagle znowu coś mi się poprzestawiało, chyba jestem przemęczona... Czy Skorpion i Ryby to dobra kombinacja? 




Czy jest jakikolwiek sens dalej rozmyślać, wstawać z łóżka, myć się, ubierać i wychodzić gdziekolwiek? Zastanawia mnie pewna rzecz od długiego już czasu, co czuję patrząć w lustro? W to wewnętrzne lustro? Dzisiaj obudziłąm się i miałam odpowiedź na to pytanie. Czuję rozpacz, widzę rozpacz... Strzępek straconej duszy, która błąka się po moim ciele i błąga o pomoc... Czemu jest mi tak ciężko wyrazić to co czuję? Powiedzieć mu jaki jest dla mnie bliski, jak konieczne jest jego towarzystwo, jak tęsknię za nim kiedy wychodzi do pracy rano a ja wracam z mojej wieczorem. Czemu to takie trudne powiedzieć albo choćby okazać jaką radość mi sprawił kupując kwiaty na Dzień Kobiet, robiąc kolację przy świcach z czerwonym winem? Jest dla mnie jak powietrze, czuję się tak jakby ktoś po długim czasie wypuścił mnie z wilgotnego zatęchłego smrodem małego pomieszczenia na łąkę pełną kwiatów oblaną słońcem i tylko on teraz może mnie znów w tym pomieszczeniu zamknąć na wiele lat. Cały czas  mi powtarza, że jestem jego największym szczęściem... Czemu ja nie potrafię mu tego  powiedzieć? Kiedy chciałam mu powiedzieć, że mi na nim zależy zbierałam się do tego pół godziny, a kiedy już wydusiłam to z siebie, przytulił mnie tak serdecznie, że aż łzy spłynęły mi po policzkach. Dziwnie ciepło mi na sercu kiedy tak o Nim piszę. Chcę się starać, czas pokaże co mi z tego wyjdzie.

piątek, 9 marca 2012

On, ja i ona...

Hm, nudzę się. Nie mam jakoś weny do niczego. Narysowałam parę aktów dzisiaj, nic szczególnego. Dni wolne są męczące. Za dużo czasu na myślenie. Posprzątałam mieszkanie. Czekam na Artura. Artur to mój chłopak. Od niedawna ale jest dobrze. Tylko ta moja waga... Nie chcę, żeby wiedział, że mam z tym problem. Na razie jeszcze nie widać ale jak zacznie coś podejrzewać? Co zrobi? Zostawi mnie? Czy będzie na siłę próbował mi pomoć? Nie wiem. Nie wiem czy dobrze zrobiłam pakując się w związek. Jest jakby lepiej ale tylko jakby. Muszę schudnąć. Muszę. Zwariuję jeśli nie schudnę. Ana mnie zabije. Jestem od tylu lat jej wierna, tego nie da się skończyć od tak i dobrze o tym wiem. Nie chcę tego kończyć. Gdyby nie ona wyglądałąbym jak tłusta świnia. I tak wyglądam jak spaślak ale ona motywuje mnie do działania, do ćwiczeń, do odstawiania kolejnych posiłków...

niedziela, 26 lutego 2012

Dzień dobry, jestem Ana.

Moja przygoda z Aną zaczęła się dosyć niewinnie. Kiedy miałam około 13 lat i 7 miesięcy mama zaczęła mi wytykać, że powinnam schudnąć, bo inaczej nigdy nie znajdę sobie męża. No i się zaczęło... Wbieganie po schodach z plecakiem pełnym książek dwa razy dziennie, bieganie rano i wieczorem, najdłużej jak się dało, skakanka, przysiady itp., oraz drastyczna dieta schodziła od 1500 kcal do 300 kcal dziennie. Odpadło mięso, jajka, makaron, ziemniaki. Z czasem moja dieta stawała się coraz uboższa, a ja byłam zadowolona, bo chudłam może nie zbyt szybko ale efektownie. Kiedy zaczęłam się odchudzać ważyłam 62 kg. W wieku 15 lat ważyłam już 43 kg, a w wieku 16 lat już tylko 36 kg. Wtedy trafiłam na oddział. Najkoszmarniejszy okres w moim życiu, więc nie będę do niego wracać. Po wyjściu ze szpitala moja waga trzymała się różnie. W sumie aż do lipca 2011 nie przekroczyłam 50 kg . Teraz ważę 54 kg i chudnę nadal. Moje przytycie nie wiązało się z "ozdrowieniem" ale z problemami z tarczycą. Anoreksji nie da się wyleczyć. To tak jak druga osobowość. Największą tragedią jest dla mnie to, że jestem świadoma jej obecności ale wcale nie chce jej wypędzić z umysłu.





sobota, 25 lutego 2012

Więcej grzechów nie pamiętam.

Za godzinę do pracy... Mam doła, ostatnio jestem rozkojarzona i zamyślona. Wszystko znów się sypie. Zapomnienie, to najlepsze co mogłoby mnie teraz spotkać.




Gdzieś w centrum miasta, które tkwi w każdym z nas, leży cmentarz starych miłości. Szczęściarze, zadowoleni ze swojego życia i z tego z kim je dzielą, przeważnie o nim nie pamiętają. Nagrobki są wyblakłe lub powywracane, trawa nieskoszona, wszędzie plenią się jeżyny i dzikie kwiaty. U innych miejsce to wygląda dostojnie i schludnie jak cmentarz wojskowy. Kwiaty podlano i ułożono, wysypane tłuczem ścieżki są starannie zagrabione. Widać ślady częstych odwiedzin.

Cmentarz większości z nas przypomina szachownicę. Niektóre pola są zaniedbane albo wręcz leżą odłogiem. Kto by sobie zawracał głowę nagrobkami – czy też miłościami, które pod nimi spoczywają? Nawet nazwiska zatarły się w pamięci. Inne groby pozostają jednak ważne, choć byśmy niechętnie się do tego przyznawali. Odwiedzamy je często – prawdę mówiąc – zbyt często. Nigdy nie wiadomo, jak się będziemy czuli po wyjściu z cmentarza: czasem będzie nam lżej, czasem ciężej na duszy. Nie sposób przewidzieć w jakim nastroju będziemy wracać do domu teraźniejszości. 

~Zakochany Duch

piątek, 24 lutego 2012

Samobójstwo ucieczką od anoreksji?

Nie mogę funkcjonować, dręczą mnie koszmary, staczam się? Czy staczam się na samo dno autodestrukcji? Podobno na dnie też można się nieźle urządzić... Zrobiłam dzisiaj nową tabelę produktów nadających się dla mnie do spożycia. Niedługo idę do pracy i jutro też i pojutrze. Przynajmniej nie mam czasu myśleć o wszystkim i niczym. Teraz w sumie myślę tylko o mojej Anusi, która od wielu lat prowadzi mnie za rękę przez życie. Mam myśli czasem takie no samobójcze. Męczące jest życie z Nią. Jest jak zazdrosny o wszystko chłopak, który obija boleśnie ciało za każdy popełniony błąd. Przynajmniej uwolniłam się od rodziców. Wiecznie martwiącego się taty i matki, która biła, za każdy stłuczony talerz, za bezsenne noce i za to, że jestem. Patologicznie.

piątek, 10 lutego 2012

Zwiększone tarcie

Hmm. Jest źle. Ze wszystkim. Moja "kochana" współlokatorka się wyprowadziła i całe szczęście, bo mogłoby dojść do rozlewu krwi. Teraz mieszkam z jakimś chłopakiem. 

Monotonność mnie dobija.
Codziennie rano wstaję, wchodzę na wagę, napuszczam wody do wanny, leżę w niej około 40 minut, wychodzę. Smaruję się balsamem, antyalergicznym oczywiście. Dokładnie smaruję tyłek, uda i kolana, bo jeśli tego nie zrobię szczypią mnie od mrozu. Ubieram się i robiąc śniadanie wypalam około 2-3 papierosów. Wchodzę na wagę. Wypijam siemię lniane, zjadam śniadanie. Idę umyć zęby, dokładnie 4 minuty 32 sekundy. Rozczesuję włosy, siadam na swoim fotelu i się uczę albo czytam. Punktualnie 14:48 wychodzę z domu. Wracam o 19:12. Wchodzę na wagę. Idę się wykąpać. Podczas kąpieli wypalam około 5 papierosów. Tym razem po wyjściu z wanny dokładnie wcieram balsam w każdą część ciała. Wchodzę na wagę. Siadam przed komputerem, wypalam 3 papierosy, chyba, że jest mi bardzo zimno, wtedy kładę się od razu spać. Nie wiem po co to tu napisałam. To chyba bezsens.

Moje samopoczucie wagowe ciągle się waha. Ostatnio nic mi nie pasuje. Najchętniej ściągnęłabym ze ścian wszystkie lustra albo zamknęła się w ciemnym pokoju i ćwiczyła aż do skutku.

Jadę dzisiaj do Radomia. Jakoś zmęczyło mnie to warszawskie życie, a może zmęczyło mnie życie na Bielanach ? Sama nie wiem. 

Podupadłam na zdrowiu. Wyszedł na wierzch mój dotychczasowy tryb życia, alkohol, papierosy i inne dziwne wyskoki. Nie mam okresu, włosy mi wypadają... 

Coś dobrego o życiu: 


No i coś dla motywacji.




piątek, 13 stycznia 2012

Szarości barwy niezbyt kolorowe.

Jest po prostu świetnie ;] Najchętniej rzuciłabym się pod samochód przy pierwszej nadarzającej się okazji. Wszystko znów przybrało odcienie szarości, która od lat towarzyszy mi w życiu. Nawet polubiłam szarość, nauczyłam się z nią żyć, bo nie wiedziałam, że życie może mieć choć odrobinę koloru. Moje przez chwilę miało, a potem kolory wymieszały się i znów nastała szarość. Kiedy nie ma się świadomości, że istnieją jakiekolwiek barwy, łatwiej jest żyć wśród tej szarości ale odkąd posmakowałam odrobiny koloru, powrót do "codzienności" stał się dla mnie mocnym ciosem. On mi dał odrobinę tego koloru. przez jedną chwilę myślałam, że wypełni mi nim życie ale on woli inną, jest dla niego atrakcyjniejsza, co gorsza, moja codzienna szarość przywdziewa kolory czerni, kiedy on jest z nią, kiedy do niej dzwoni i wtedy kiedy ona wysyła do niego smsy z mojego telefonu. Ona jest moją współlokatorką... Przeklinam dzień. w którym zgodziłam się aby się do nas wprowadziła. Wiem, że z mojej strony to zauroczenie ale mocno przezywam każde rozczarowanie, w końcu jestem skorpionem. 


Nadal się odchudzam. Mój współlokator próbuje mnie karmić na siłę, bo zdarzyło mi się ostatnim czasem kilka razy zemdleć. Nawet mi papierosy zabrał wczoraj ale dziś już je odzyskałam. Rano dostałam szału kiedy nie miałam co zapalić.
Odkryłam, że w moim przypadku najlepsze na przeczyszczenie jest siemię lniane. Poza tym jest zdrowsze od tabletek na przeczyszczenie, bo organizm się nie przyzwyczaja. Waga znów zaczyna spadać w dół. Trochę muszę popracować nad blogiem, ponieważ ze względu na Niego, zaniedbałam to nieco. Ale teraz wszystko wróci do normy.

wtorek, 10 stycznia 2012

Serce z kamienia?

Nic z tego wszystkiego nie będzie. Okazałam odrobinę uczuć bez sensu, bo z jego strony to tylko przyjaźń. Po prostu jestem za gruba. Moje życie to jedna wielka porażka. Do tego moja współlokatorka truje mi non stop o swojej miłości... rzygam!

niedziela, 8 stycznia 2012

Wielki powrót...

Chyba się zakochałam.... Taki jeden chłopak zawrócił mi strasznie w głowie, dziwna sytuacja. Boję się tylko, że jak juz będziemy razem to nie będzie tak jak ja sobie to teraz wyobrażam, więc w sumie tak naprawdę to w tym momencie sama nie wiem czego chcę. 

Odchudzam się dalej oczywiście. Nie zrezygnowałam jeszcze i sądzę, że szybko to nie nastąpi. 

No i oczywiście coś dla motywacji :)

wtorek, 6 grudnia 2011

Znów bezsenność

Boli mnie brzuch i nie mogę spać. To pewnie z głodu, ale lubię go czuć, mam wtedy satysfakcję, że jestem dość silna aby nie jeść. 

Mam anemię. Niedobrze. Muszę kupić jakieś witaminy.  Idę do pracy dzisiaj. Wczoraj bo wbiegnięciu na jedenaste piętro myślałam, że umrę. Tracę siły i serce też już się buntuje. Jak długo jeszcze wytrzymam w tym błędnym kole? 

I na sam początek dnia coś dla motywacji :)





Są idealne!


poniedziałek, 5 grudnia 2011

Co nie co dla motywacji




Ann

Jest kolejny trudny dzień. Siedzę sama w domu, o 14 wychodzę do pracy. Jaki w tym sens? Czuję, że marnuję życie. W każdym jego calu. Samozaparcie we mnie rośnie. Jest mi niedobrze, idę rzygać.


Czy zrozumiem kiedyś to co we mnie siedzi? Te wszystkie sprzeczności? Nie wiem. Jak na razie rozumiem tylko część siebie ale taką malutką, że aż prawie niezauważalną. Kocham i nienawidzę siebie. Dobrze wiem za co nienawidzę. Za ciało, za to ile ważę i ile jem. Przeraża mnie to chwilami. Mam nadzieję, że jeśli ktoś kto to czyta nie współczuje mi. Nie chcę współczucia, tylko motywacji. 

Ana: Jesteś gruba, zrób coś z tym...

K: Przecież próbuję, staram się, czego jeszcze oczekujesz?!

Ana: Zbyt mało się starasz! Weź się za siebie prosiaku! Czujesz obrzydzenie kiedy patrzysz w lustro?

K: Taak... To jest nie do opanowania...

piątek, 2 grudnia 2011

Trochę humoru na dzień dobry!

[12:12] <ona___> Renia
[12:12] <ona___> żono
[12:12] <ona___> bip
[12:12] <ona___> zostaniesz moim elementem? bum
[12:13] -!- Nie jesteś oznaczony już jako zaraz wracam.
[12:13] <sufferance> dupki moje : D
[12:14] <ona___> a jak, w trójkąta lecimy
[12:14] <ona___> :D
[12:15] <Renachan> tak zostanę xD
[12:15] <ona___> witaj w elementowni
[12:15] <ona___> bip
[12:15] <ona___> o żesz w morde
[12:15] <ona___> error
[12:15] <ona___> error
[12:16] <ona___> nie możemy jej przyjąć spięcie
[12:16] <ona___> SPIĘCIE !!
[12:16] <ona___> xD
[12:16] <Renachan> co kurwa? xD
[12:17] <ona___> nie wiem, kurwa
[12:17] <ona___> bip
[12:17] <sufferance> hahahah
[12:17] <sufferance> aż wrzucę to na bloga xD
[12:18] <ona___> ani się waż
[12:18] <ona___> bip
[12:18] <ona___> robot kuchenny będzie Ciebie ścigać
[12:18] <ona___> bip
[12:18] <sufferance> za późno

czwartek, 1 grudnia 2011

życie, życie...

Nie wiem czego chcę od życia, dzisiaj doszłam do wniosku, że życie przepływa mi między palcami bez najmniejszego sensu. Jaki w tym sens?  Całe życie czymś się stresujesz. Praca, szkoła, rodzina, dom, dzieci, wnuki, pieniądze, w moim przypadku dochodzi waga... Taki priorytet w moim życiu, ważyć 40 kg i utrzymać tą wagę. Akurat do mojego wzrostu jest to optymalna waga.Człowiek całe życie czymś się martwi, więc do cholery po co tak żyć? Nasze życie jest tak szalenie przewidywalne, są czynniki, których przewidzieć się nie da ale mamy świadomość, że mogą się zdarzyć.

wtorek, 29 listopada 2011

Nadszedł czas bardzo cichych dni.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Jestem w swojej krainie, w Silent Hill. Dobrze mi tam. Rzeczywistość jest moją życiową tragedią.

środa, 23 listopada 2011

Żeby zrozumieć swój błąd musimy popełnić go chociaż raz, albo najlepiej dwa razy. Wtedy najlepiej zrozumiemy istotę źródła zła lub dobra, które uczyniliśmy. Mówię dobra, bo dobrem tak jak i złem dla każdego z nas jest coś innego. Tylko musimy to w porę zrozumieć.

szarość

Znowu mam myśli samobójcze... Znów wiele problemów na głowie, zaczyna mnie to wszystko przerastać. Wiem, że samobójstwo to nie jest wyjście ale są takie sytuacje w życiu, że nie ma wyjścia. Jak długo będę jeszcze robić dobrą minę do złej gry? Udaję, że wszystko jest zajebiście, mimo że wcale tak nie jest, bo wszystko się pierdoli. Nienawidzę tej pierdolonej gry, którą jest życie! Jeśli będę zmuszona, zrobię to, co powinnam już dawno temu zrobić... Jestem całkiem sama z tym wszystkim, kiedy mieszkałam w domu, był jeszcze tata, który mi pomagał choć często tej pomocy nie chciałam. Odkąd się wyprowadziłam mogę tylko liczyć na siebie... 

Jestem chora, nie wiem co się dzieje ale od soboty nie mogę zbić temperatury. Boję się, że to może być skutek nie leczenia rany, którą mam na plecach od dłuższego czasu, i która niekoniecznie chce mi się goić, a szczerze mówiąc ostro mi się paskudzi. 

Zawaliłam trochę naukę ostatnio, nie mogę się na niczym skupić, jestem otępiała, na nic nie mam ochoty. Najchętniej nie wychodziłabym z łóżka, cały czas bym spała. Od środy zeszłego tygodnia nie byłam w pracy. To już tydzień. Mam nadzieję, że mnie nie wyrzucą. Wtedy już całkowicie bym się pogrążyła. Wszystko jest szare... Taak cudowne 25 odcieni szarości w moim życiu nabrało intensywności.

poniedziałek, 21 listopada 2011

yhhh

Jestem chora... I do tego nie do życia, nie mogę spać i zastanawiam się jak jutro pójdę do pracy. Delikatny dołek mnie dopadł... I jestem na siebie zła, bo nie chudnę, mimo że trzymam się wszystkich zasad. Cholerna tarczyca... Nawet nie mam weny, żeby cokolwiek pisać więcej, wkurwiam się przez ta pustkę...


http://demotywatory.pl/3562957/Wyglad-nie-jest-wazny*

poniedziałek, 14 listopada 2011

bu

Zaraz się popłaczę, tak po prostu mam doła cholernego... Ostatnie dni były nawet w porządku... Ale dzisiaj coś czuję, że nie będzie to jeden z lepszych dni...
Wszystko mnie wkurza, dosłownie wszystko... Do pracy idę na 15.00 ale spoko dam radę, tak myślę...

piątek, 11 listopada 2011

miłość...







Od takiego życia można się uzależnić...

czwartek, 10 listopada 2011

...

Dzisiaj czuję się strasznie, wydaje mi się, że jestem strasznym baaalonem. Wszystko mnie wkurwia.... Moja współlokatorka w ogóle nie sprząta, co mnie okrutnie denerwuje. Idę dzisiaj na 15.00 do pracy, dzień zapowiada sie ogólnie nieciekawie.

środa, 9 listopada 2011

Jakoś jest

Byłam wczoraj na imprezie, świetny klimat, fajny club, naprawdę nie bawiłam się tak dobrze od bardzo długiego czasu ale dzisiaj już jest gorzej ze względu na moja ranę na plecach... Boli, a trzeba iść do pracy. Co do odchudzania wychodzi mi coraz lepiej :) Na śniadanie ogórek z pomidorkiem i cebulką plus kawa czarna oczywiście bez cukru, na obiad około 150 g kapusty kiszonej i herbata zielona, a kolacja (oczywiście najpóźniej o 17.00) marchewka i kubek zielonej herbaty. Do tego oczywiście duuuużo wody : ) i dzień jakoś zleci :)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Ból



Dzisiaj fatalny dzień... Boli mnie brzuch, do tego uderzyłam plecami o parapet, obiłam kręgosłup i rozcięłam skórę... Kurcze, słabo mi od tego i bolą mnie nogi ale boje się jechać na pogotowie... Nie mogę w ogóle usiedzieć, co chwile chodzę i się kładę. Mam nadzieję, że do jutra mi przejdzie.


Jutro do pracy na po południe.

Z jedzeniem lepiej, jakoś łatwiej mi się tu zmotywować... Od jutra rygor w pełnym wymiarze. Czasem mam wrażenie, że nie wiem co się wokół mnie dzieje. Pewnie realnie tak jest, ale mnie i Anusi jest dobrze w mojej głowie. Nie możemy tam nikogo wpuścić, bo wtedy wyeksmitują mi Anę i będzie problem.

sobota, 5 listopada 2011

Błędne koło

Głodzę się, ćwiczę, obżeram, głodzę się jeszcze bardziej i ćwiczę jeszcze więcej. Błędne koło... Ale "koło", przestrzeń zamknięta, z której już nie wyjdę. Jak osiągnę moje 40 kg wreszcie będę czuła się dobrze. Przede mną dużo pracy. Zaraz wychodzę na zajęcia, nie wiem jak tam wytrzymam. Przez pół nocy wymiotowałam, wszystko mnie boli...

piątek, 4 listopada 2011

Kurwa!

No i chuj! Obżarłam się :/ ja pierdole ale jestem nieudacznikiem :(

środa, 2 listopada 2011

Kolejny dzień bólu

Czemu to tak musi boleć? Ściska mnie w środku, ale na widok jedzenia mam odruch wymiotny. Boli mnie przełyk, od wymiotowania... Nie mam na nic siły, bolą mnie mięśnie. Jak długo to jeszcze potrwa? Muszę być silna, mimo wszystko! 

Nie wiem czy dam radę... To tak strasznie boli, szczególnie w głowie... Boję się, mam lęki, nie mogę spać. Czy to się kiedyś skończy? Wymiotuję 5 razy dziennie. 

Denerwuję się bardzo ale to dobrze, lepsze jakiekolwiek odczucia niż obojętność, bo to właśnie obojętność mnie zabija.

wtorek, 1 listopada 2011

:(

Wszystko poszło się jebać przez moją słabą siłę woli... Fuck! Koniec opieprzania się... Kończę z jedzeniem!

poniedziałek, 31 października 2011

chudeeee nogi

Boli

Głód przestaję już odczuwać ale wszystko mnie boli, moje ciało protestuje. Jest mi niedobrze, dzisiaj rano strasznie leciała mi krew z nosa... Nie mogłam w nocy spać, a jak już zasnęłam budziłam się zlana potem. Nadchodzi odwyk od jedzenia, nareszcie...

niedziela, 30 października 2011

Głód

Jesuuu głód mi doskwiera do tego stopnia, że nie mogę spać. Jak zasnę to będę spała z tydzień z przerwami na bieganie po schodach i robienie brzuszków, przysiadów, itp., itd.

sobota, 29 października 2011

jebać!

Jestem na siebie zła, bo zjadłam zdecydowanie za dużo, aż około 1000 kcal :( Głupia, tępa grubaska nie potrafiąca opanować swojego łakomstwa! Jutro głodówka...

!!

Anusia powraca!

Wczoraj zjadłam dużo mniej niż zwykle! Jest okey :) Dzisiaj schodzę już minimalnie i oczywiście zaczynam liczyć kalorię znów! Cudowne uczucie, Anusiu wreszcie powracasz, och jak mi cudownie, jak mi dobrze! Początki są trudne, najgorsze będą noce spędzone na rzyganiu w łazience ale poradzimy sobie!

Rozmowa ze śmiercią

Jest tragedia... Nigdy w życiu nie czułam się taka niepotrzebna, chociaż... Nie! To nie tak. Czułam się niepotrzebna ale nigdy nie sprawiało mi to bólu, nigdy mnie to nie obchodziło... Czyżby zagościła we mnie maleńka cząstka człowieczeństwa? Tylko nie to... Tego bym już nie wytrzymała, bo człowieka z siebie pozbyłam się ładnych parę lat temu. Moje człowieczeństwo zostało raz na zawsze pochowane wraz z moją babcią. Wiem, że ona tego nie chciała ale tak się stało. Nie pojechałam w tym tygodniu na zajęcia. Mam przez to wyrzuty sumienia. W domu w Warszawie jest jakoś dziwnie ostatnio, mam ostre nerwy i wszystko mnie wkurwia, przez co popadam w charakterystyczną dla mnie o tej porze roku depresję. Nawet towarzystwo kociaka nie pomaga, wszystko jest złe, szare, przybijające. Coraz częściej znów myślę o samobójstwie. Może jednak jest to dla mnie rozwiązanie? Do nieba nawet gdybym bardzo chciała to nie pójdę, więc co mi zależy? Nic.

niedziela, 23 października 2011

Misie to zło!

Ale się nie wyspałam... spać, spać, spać!

sobota, 22 października 2011

Bolą mnie plecy

Nic mi się nie chce, masaż by mi się przydał. Dopada mnie jakaś nostalgia, coś co od dawna siedzi w mojej głowie właśnie o tej porze roku najbardziej nie daje mi spokoju. Jestem raz obojętna, raz podekscytowana, czasem rozdrażniona. Poszłabym spać już ale sporo nauki przede mną! Nauka jednak zawsze była moim priorytetem, bo zawsze lubiłam się uczyć. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że jestem pojebana zdrowo, a temat tego posta jest wyjęty z dupy, z reszta jak każdego innego. Już chcę do Warszawy! Jestem teraz w Radomiu i nie czuję się tu zbyt dobrze, jakoś obco, chociaż miło jest pobyć trochę w swoim pokoju, którego ściany przez wiele lat samotnie oglądały moje smutki codziennie się ze mnie wylewające. Smutne to ale jakieś prawdziwe. Kocham te ściany jak nic innego i jednocześnie nienawidzę, a normalna na pewno nie jestem, bo to co wypływa z mojej głowy nie jest wywodem przeciętnej osoby będącej w moim wieku. Mam taki natłok myśli, że mogłabym pisać i pisać. Teraz jest tragedia, przez ostatnie dni tak popłynęłam, że naprawdę było ciężko ze mną. Szczególnie w czwartek. Boże kiedy ja się ogarnę i zacznę normalnie żyć? Wszystko cały czas kręci się wokół kliku rzeczy już od wielu, wielu lat! Mogłabym jakąś autobiografię strzelić, ciekawe czy ktoś by się nią zainteresował. Ten blog to taka moja malutka autobiografia. Wiele stron przemyśleń, wiele nerwów, płaczu bólu i obojętność. To właśnie ta suka mnie gubi najbardziej. Kiedy nie zależy mi kompletnie na niczym, chrzanie swoje życie, pierdole system, wyłączam telefon i mam wszystko w dupie. Ale potem przychodzi czynnik, dzięki któremu zaczyna mi znów zależeć i zaczynam żałować wielu rzeczy, które spierdoliłam przez przypływ obojętności. Jestem psycholem! I to porządnym psycholem. Czasem myślę, że powinni mnie zamknąć, chociaż zapewne byłoby to dla mnie zgubne. Myślenie by mnie zabiło, no chyba że otępiali by mnie środkami na uspokojenie dopóki nie stałabym się warzywkiem. To byłoby całkiem dobre rozwiązanie! Jesuuu ale jestem głupia, aż żal patrzeć.

piątek, 21 października 2011

Kocham stres! Jest najlepszym środkiem odchudzającym pod Słońcem!

Szczególnie wtedy, kiedy człowiek nie robi nic poza stresowaniem się...

środa, 19 października 2011

Porażka

Jest cudowny dzień, środa ranek, pada deszcz, a ja muszę iść do pracy.  Dzień ten jest wyjątkowy, bo mam na wszystko bardziej wyjebane niż zwykle. Czy to wynika z dnia wczorajszego? Być może. Czy to może wynikać z dnia jutrzejszego? Bardzo prawdopodobne. Ogólnie doszłam do wniosku, że fajnie jest mieć wyjebane, chociaż w głębi serca ciągle wiecznie się o coś martwię, ale w końcu życie to życie. Jeśli w przyszłym wcieleniu będę musiała naprawiać błędy z tego życia to się zabiję :D

Znowu przechodzę na dietę, bo znowu mam depresję z powodu mojej wagi! Chcę pociągnąć pracę na dwa etaty i miejmy nadzieję, że uda mi się.

poniedziałek, 17 października 2011

Zimo czekam na Ciebie moja kochana!

Jestem gruba i chora i mam dość wszystkiego. Wczoraj było okey, a dziś znów chujnia. Zjarałam się wraz z moim współlokatorem, ale nawet na luzie nie mam pozytywnych wizji przed oczami. Dzisiaj w pracy jakoś poszło, mimo że wyszłam wcześniej. Humor mam taki sobie. Kociak właśnie śpi u mnie na kolanach, powinnam wziąć się za naukę prawa cywilnego ale wybitnie mi się nie chcę. Dzień taki sobie, jedyne co mnie pociesza to nadciągająca wielkimi krokami zima...

sobota, 15 października 2011

Kurwa mać!

Ja pierdole, mam dość wszystkiego...

piątek, 14 października 2011

Piątek

No i się znowu spóźnię do pracy przez nocne eskapady po mieście...

czwartek, 13 października 2011

niedziela, 9 października 2011

Ancia!



Cudowna figura i jednocześnie mój cel!
Wspaniała aktorka i moja idolka jednocześnie, cudowna figura! Chude jest piękne, czyż nie?




Anusia

Dzisiaj nareszcie powrót do Warszawy! Cieszy mnie to jak nic innego! Nie poszłam dzisiaj na zajęcia, nie miałam ochoty... Ale za to wyspałam się wreszcie, co ostatnio bardzo rzadko mi się zdarza. Atmosfera w domu nawet nie jest zbyt ciężka, od rana jakoś awantury nie było, ale jak to się mówi nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca. Przed 19:00 wyruszam! Nareszcie! Na szczęście za tydzień nie mam zjazdu, więc jest dobrze :) Może naskrobię coś dzisiaj wieczorem jak będę miała siłę.Niestety męczy mnie myśl, że jestem grubasem... : (





sobota, 8 października 2011

Bo najgorzej jest tęsknić za czymś czego nie ma...

Zaczęła się jesień coraz zimniejsze poranki, coraz ciemniejsze wieczory i moja melancholia... Ooo tak kocham to ;] Ale potem jest zima, ukochana upragniona! Dzisiaj śniło mi się, że pada śnieg... Szkoda, że był to tylko sen. Zebrało mi się na sentymenty i przemyślenia. Jeden plus tego wszystkiego to to, że wreszcie wyrwałam się z Radomia. Mam mieszkanie do dyspozycji dla siebie, więc mogę zagłębiać się w moich ponurych myślach nie wzbudzając zainteresowania osób trzecich. Czasem przez jedną malutką chwilkę nachodzi mnie taka myśl, że mógłby mnie ktoś mocno przytulić i szepnąć do ucha: "Jesteś dla mnie najważniejsza.". Dobrze, że tak się dzieje bardzo rzadko i tylko przez maleńką sekundkę, bo chyba bym nie zniosła ciągłego krzyku tego typu w mojej głowie. Na szczęście jest Ana! To ona głównie zajmuje moje  myśli, wciąż krzycząc: "Jesteś grubą świnią! Zrób coś z tym!". Przynajmniej to zabija we mnie chęć posiadania obiektu miłosnego. Ana jest moją przyjaciółką, ona wie co dla mnie jest dobre, więc trzeba wziąć się za bieganie i ćwiczenia solidnie i nie dawać za wygraną! Wiem, że Ana moja kochana zawsze mi pomoże.

Cudowny widok z balkonu!


Pozostaje tylko to poczucie beznadziejności i wewnętrznej pustki, która ogarnia mnie wieczorami i w nocy. Myśli, które wtedy mnie nachodzą usypiają mnie, a potem budzą z potwornym hukiem i zazwyczaj wtedy budzę się z krzykiem, cała mokra. Zaczyna się odzywać najmroczniejsza sfera mojej natury, a jak do tej pory nie wynikało z tego nigdy nic dobrego. Do tego moja kochana młodsza siostrzyczka ciągle pakuje się w jakieś kłopoty, z których oczywiście muszę ją wyciągać. Moja mroczna natura zastanawia się nad jednym i kieruje mnie ku śmierci.



Szkoła życia w rodzinnym domu.

Kurwa! Zaczynam żałować, że zdecydowałam uczyć się w Radomiu a nie w Warszawie... Mama od momentu kiedy przyjadę do momentu kiedy pojadę ostro o wszystko suszy mi głowę, a miałam nadzieję, że chociaż w weekend odpocznę trochę... Ale nic z tego. Gdybym nie miała jutro szkoły już bym się pakowała do Warszawy z powrotem. Już wolę siedzieć w pracy niż we własnym rodzinnym domu ;] Ale cóż życie. Czuję, że nadchodzą moje ciche dni. Będzie ciężko, nawet bardzo.Od progu słucham tylko marudzenia.

piątek, 7 października 2011

Auć.

Tak wiem, użalam się tutaj ale cóż... Gdzieś muszę, nie chcę zadręczać moich bliskich, bo czasem mi się zdaje, że samym zmuszaniem do patrzenia na siebie ich męczę. Wolę wyrzucić z siebie całą gorycz pisząc tutaj, zdecydowanie bardziej mi to pomaga i muszę teraz częściej to robić. Niestety zmiany jakie nastały w moim życiu, a były to zmiany dosyć gwałtowne nie wpłynęły korzystnie na stan mojej psychiki. Tak naprawdę w tym momencie jestem na granicy wytrzymałości. Trzeba jednak albo brnąć dalej, albo strzelić sobie w głowę. Coraz częściej niestety przychodzi mi do głowy to drugie rozwiązanie, ponieważ dochodzę do wniosku, że sama się męczę, a przy tym męczę ludzi otaczających mnie wokół. Ahh... życie jest trudne, nawet bardzo... Jest mi źle, zajebiście źle, ale podobno jakoś sobie radzę. Nie wiem jak długo wytrzymam, ale jak tak dalej pójdzie to znów wyląduję w psychiatryku, bo nie jest zbyt ciekawie. Jutro też postaram się coś napisać tutaj.

Nie mów hop...

Raz na wozie, raz pod wozem ale teraz znów pod wozem. Życie płata różne dziwne figle... Cóż znów jest źle, znowu jest kiepsko i znowu mam ciche dni, kiedy nie liczy się nic... Nie zawsze wszystko jest takie różowe jakie wydaję się na zewnątrz, akurat w moim wnętrzu znajduję się przegniła wizja różowego wyidealizowanego świata, który w tym momencie nie znaczy nic...

wtorek, 27 września 2011

A jednak!

Jest fajnie ;) Nareszcie zaczyna się układać, oczywiście poza faktem, że muszę schudnąć. Mam prac e, normalne mieszkanie, może wyjdę wreszcie na prostą, no i oczywiście przestałam nadużywać pewnych używek... Tylko papierosy pale jak szalona po półtorej paczki dziennie. Jutro na 9.00 do pracy, niestety ostatnio jakaś choroba mnie bierze, ale mój nastrój zdecydowanie się poprawił :) Może życie wcale nie jest takie złe...

poniedziałek, 12 września 2011

I dziś już nie ma nic!

Jestem w Radomiu, na całe trzy dni... Jest chujowo delikatnie mówiąc. Od progu słyszę tylko narzekania mojej rodzicielki. Przyjechałam dwie godziny temu i nadal słyszę jak marudzi. Ileż można ?! Najwyraźniej duuużooo. Mam to w dupie, w środę wracam do Warszawki, odpocznę w pracy. Oooo taak! praca, cudowne ukojenie dla mego zmęczonego mózgu. Pranko, pranie ahh pranie mózgu, kocham to. Przeginam z używkami ale jest zajebiście mieć na wszystko siłę. I'm lovin  it!

wtorek, 6 września 2011

yeah

Mam wszystko gdzieś.

niedziela, 4 września 2011

Nowy dzień, nowy świat, nowe życie?

Jest hm... całkiem nieźle, ale zupełnie inaczej. Przytyłam, muszę to zmienić, zdecydowanie. Czas, czas... Jak to z tym czasem będzie... Nie wiem... Jest różnie, ciężko dosyć często, ale to moja głowa, moje paranoje, że znów coś nie wyjdzie i zostanę sama, 5 lat samotności duszy to dużo, za wiele, chcę nauczyć się żyć od nowa, choć jestem na to oporna bardziej niż zwykle. Będzie normalnie? Nie wiem. Czas...